tytuł oryginału: The Lost Symbol
język oryginału: angielski
oprawa twarda w obwolucie
ilość stron: 622
ocena ogólna: 4/6
ocena wciągnięcia:5/6
Książkę tę pożyczyłam od kolegi od razu, gdy tylko usłyszałam, że ją kupił. Podobał mi się "Kod Leonarda da Vinci", "Anioły i demony" już mniej i byłam w związku z tym ciekawa, jak wypadnie trzecia dawka przygód znawcy symboliki, profesora Roberta Langdona. Cóż, nie porwała mnie ta książka, aczkolwiek najgorsza nie była.
Do jej zalet zaliczyłabym to, co spodobało mi się w poprzednich powieściach - spacer po znanych miejscach i oglądanie ich "na nowo".
Nie da się ukryć, że Brown się napracował przygotowując powieść pod względem merytorycznym. Pomniki Waszyngtonu i nowe spojrzenie na obrazy, które ledwo nam migają w jakichś filmach, teraz widziałam jakby pierwszy raz. Odszukałam ich fotografie w Internecie i rzeczywiście warto było obejrzeć je sobie w nowym kontekście.
Nie da się ukryć, że Brown się napracował przygotowując powieść pod względem merytorycznym. Pomniki Waszyngtonu i nowe spojrzenie na obrazy, które ledwo nam migają w jakichś filmach, teraz widziałam jakby pierwszy raz. Odszukałam ich fotografie w Internecie i rzeczywiście warto było obejrzeć je sobie w nowym kontekście.
Inną sprawą pozostaje teoria wysnuta przez Browna, który podpiera się noetyką. Przyznaję, pierwszy raz spotkałam się z tą dziedziną nauki i wciąż nie wiem, czy jest ona nauką. Większość znawców tematu skłania się raczej ku nazwie "paranauka". Jak jest naprawdę? Nie mnie oceniać, bo się nie znam. Cieszę się, że przeczytałam o tym i pewne rzeczy może mnie nie zaskoczą.
Niestety, książka, zwłaszcza pod koniec, gdy Peter rozmawia z Langdonem i wyjaśnia mu, jak należy czytać Biblię, jest dla mnie zbyt naciągnięta. W ogóle te wszystkie teorie związane z noetyką muszą być rozważone indywidualnie przez każdego człowieka.
Jednak kilka fragmentów uderzyło mnie swoją prawdziwością, ale niestety - odkrywcze nie były i niczym szczególnym tu autor nie błysnął. Oto przykład:
"Niezrozumienie symboli innych kultur jest powszechną przyczyną wzajemnych uprzedzeń."¹
Nic nowego, prawda?
Albo to:
"Od początku głupcy darli się najgłośniej, gromadząc wokół siebie ufne masy i zmuszając je do posłuszeństwa. Bronili swoich ziemskich pragnień, cytując Pismo, którego nie rozumieli. Szczycili się swoją nietolerancją, uważając, że jest dowodem niezłomnych przekonań."²
Powtarzam - nie jest to nowość, żadne odkrycie, ale mimo to postanowiłam przytoczyć tutaj te słowa, bo trzeba je przypominać. Nie ten ma rację, kto głośno krzyczy tupiąc przy tym nogami i wymachując pięściami. Mądry człowiek tak się nie zachowa, prawda?
Reasumując - książka jest dobra, ale szału nie było. Myślałam, że będzie lepsza.
Na koniec muszę dodać to, co mnie bardzo zraziło - jak można zostawić tyle literówek w tak szeroko reklamowanej książce. Wydawcy połączyli siły i co? I nic. Sonia Draga jak puszczała niedoróbki, tak puszcza, a Albatros zniżył się do jej poziomu, zamiast podciągnąć do swego. A przecież wiedzieli, że książka będzie się sprzedawała i że wielu ludzi zechce ją przeczytać. Tzw. literatura popularna musi być bardziej pieczołowicie przygotowywana do druku, niż tzw. literatura niszowa. Bo więcej ludzi ją przeczyta. I to ludzi, którzy potrzebują wzorców. Bo skąd mają je czerpać? A wydawcy co? Eh, ręce opadają. W tym miejscu moja tolerancja się wyłącza.
1. Dan Brown, "Ostatni symbol", wyd. Albatros/Sonia Draga, 2010, s. 205
2. tamże, s. 410

Książka z serii może... kiedyś...
OdpowiedzUsuńA co do literówek to rozumiem Twój ból... choć jeszcze gorsze są słabe tłumaczenia, jak w pierwszym tomie Flanagana...
Pozdrawiam
może kiedyś przeczytam :) bo poprzednie jego książki dawno już mam za sobą :)
OdpowiedzUsuńDokladnie tak samo odebralam te ksiazke. Przeczytalam wszystkie ksiazki Browna,i nie moglam sie od nich oderwac, tylko przy tej troche mi sie miejscami przynudzalo. Zdaje sie ze wymusili na nim te ksiazke:))
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to tylko ja się czepiam literówek. Masz 100% racji, bo taki nakład powinien być sprawdzony setki razy i nie powinno wystąpić coś takiego. Co do książki, mnie wciągnęła, może pod koniec była troszkę naciągana, ale jednak miło się czytało. Szczególnie wciągnął mnie wątek Waszyngtonu :)
OdpowiedzUsuńJa tak może nie na temat: widzę, że czytasz w końcu "Miasto szkła!", ja też od wczoraj mam ją w końcu u siebie :) Zobaczymy, czy to będzie coś ciekawego :)
OdpowiedzUsuńWracając jednak do tematu, "Kod Leonarda" czytałam, podobał mi się, tę pozycję też zamierzam, ale nie wiem kiedy :)
Ja akurat literówki dopuszczam - każdemu może się zdarzyć błąd :)
OdpowiedzUsuńA Brown czeka na mnie na moim stosiku, także przeczytam na pewno.
Pozdrawiam!
Odpowiem wszystkim razem:
OdpowiedzUsuńKsiążka wciąga i bardzo dobrze się ją czyta, wszak ocenę wciągnięcia dałam 5 (bardzo dobrze - jak w szkole:)
Literówki dopuszczam tylko w niewielkich ilościach, również rozumiem, ze mamy prawo do błędów. Ale w takich ilościach? W takim nakładzie? Bez przesady z tą wyrozumiałością. Pewien poziom należy trzymać i już.
Miasto Szkła jak na razie również na 5:)
Ogólnie Brown jest dobrym pisarzem sensacyjnym. Nie spodziewałam się po nim bogwiczego i bardzo dobrze. Nie rozczarowałam się tym razem.
uff... nareszcie mogę wrócić do czytania, bo już po maturach. pisemnych oczywiście:) jeszcze ustne i studia! ;D
OdpowiedzUsuńi mogę stwierdzić, że jedynie na polskim rozszerzonym trzeba się było trochę wygimnastykować z Rejem;) reszta ok - czyli dosyć łatwa.
Witam, maturzysto!!! Cieszę się, że masz dobre wrażenia. To teraz wpuścisz na bloga z recenzjami?
OdpowiedzUsuńPrzeczytasz coś i opisze, mam nadzieję?
oj... nie wiem co z tym moim blogiem będzie. być może wypali zagraniczny wyjazd na trochę dłużej, a później jakieś studia. także naprawdę nie mam pojęcia...
OdpowiedzUsuńa Ty jak oceniasz tegoroczne tematy z polskiego? :)
Ale ja nie znam tematów, więc ich nie oceniam:)
OdpowiedzUsuń"Zaginiony symbol" kupiłam bratu na imieniny, więc jak tylko się uporam chociaż z częścią swoich zbiorów, to pożyczę i przeczytam :). Browna czytałam tylko "Kod..." i porządnie mnie wciągnął, więc chętnie zapoznam się z innymi książkami tego autora :).
OdpowiedzUsuńPS. Wróciłam do prowadzenia bloga po półrocznej przerwie, więc zapraszam ;).
Ja na chwile obecną chyba mam lekki przesyt Brownem. I nawet jeżeli miałoby się pojawić jeszcze coś nowego, to chyba jednbak po ot nie sięgnę...
OdpowiedzUsuń