tytuł oryginału: The Christmas List
język oryginału: angielski
oprawa twarda
ilość stron: 304
moja ocena: 5/6
Dziś napiszę nieco inną opinię o książce, niż zwykle.
Otóż książkę tę miałam przyjemność czytać w wakacje i doskonale wiedziałam, że ukaże się bliżej Gwiazdki, bo to jest książka na Gwiazdkę - taka "Opowieść Wigilijna" XXI wieku. Zresztą sam autor uprzedza, że tak właśnie będzie.
Powieść mi się spodobała, bo jest prosta w przekazie, prosta w odbiorze, a jednocześnie przypomina o tym, o czym zapominamy w codziennym pośpiechu - że najważniejszy jest człowiek, a nie przedmioty. Banalne? Przewidywalne? Schematyczne? Być może. Ale trzeba nam klimatów okołoswiątecznych, żeby to sobie uświadamiać. Często zapominamy o tych sprawach. Często w pośpiechu mówimy sobie - kiedyś, jutro, za jakiś czas.
Przykładem niech będzie chociażby czytanie książek.
Ja wiem, że ci, którzy tu wchodzą, czytają dużo. Ae ilu ludzi macie wokół siebie, którzy na pytanie, co akurat czytają, odpowiadają z pogardą - nie mam czasu na książki. Ja zazwyczaj zbywam to milczeniem, bo o czym tu dyskutować? Jednak zapytajcie, jaki film wczoraj obejrzeli albo jaki program typu "Jak oni śpiewają?" obejrzeli? Okaże się, że w sumie bardzo dużo czasu spędzają przed telewizorem. Nie mają czasu czytać? Nie, wolą pogapić się bezmyślnie w ekran lub monitor. Na to im czasu nie braknie i nie szkoda. Dlatego uważam, że powinno się przynajmniej raz na rok przeczytać książkę o tym, co w życiu najważniejsze - rodzina, przyjaciele, czas dla siebie chociażby. Żeby zwolnić na chwilę i zauważyć koło siebie drugiego człowieka. Tym człowiekiem zapomnianym jesteś nierzadko ty ze swoimi młodzieńczymi marzeniami.
Ja osobiście ucieszyłam się z dzisiejszej przesyłki, w której znajdowała się ta książka, z jeszcze innego powodu. Otóż na 4 stronie okładki wydawnictwo wydrukowało moje dwa zdania i podpisało - jest i nazwisko i adres bloga. Jakże mi miło. Cieszę się, że to tam jest, bo zawsze miło zobaczyć, że komuś spodobało się to, co napisałam, prawda?
I tym optymistycznym akcentem kończę, polecając powieść na prezent świąteczny dla kogoś, kto nie ma czasu na czytanie książek. Może w święta go znajdzie?

świetnie! i gratuluję oczywiście :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam się, że ignorowałam tą książkę, bo tyle jej teraz na blogach i stwierdziłam, że raczej nie jest dla mnie, ale po Twoich słowach myślę, że właśnie dla mnie jest. Gratuluję :)/Seso
OdpowiedzUsuńNiemal każda książka, bez względu na treść i przesłanie, przypomina mi o tym, co ważne w życiu. Zawsze znajdę dla siebie jakąś prawdę, która pomaga mi udoskonalić mój prywatny świat. Chyba m.in. po to czytamy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i również gratuluję:)
Po pierwsze gratuluję :) Po drugie może przeczytam, ładna okładka :) Po trzecie bardzo ładnie napisałaś to wytłuszczone zdanie :) Po czwarte filmu dobrego nie zaliczyłabym tak od razu do bezmyślnego wgapiania się w okienko, ale już oglądanie tej telewizyjnej papki, to owszem, zgadzam się!
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam, przy najbliższej okazji zajrzę do księgarni coby zobaczyć co tam napisałaś na okładce Stokrotek... ;)
Gratulacje!! i piekne to zdanie pogrubione, niech Cie...
OdpowiedzUsuńZa gratulacje wszystkim dziękuję, wciąż się unoszę na fali radości:)
OdpowiedzUsuńInez - wg mnie nie każda książka niesie takie przemyslenia, ostatnio przeczytałam kilka, które mnie zawiodły, ale ta akurat mi się podobała
Kornwalia - jasne, że dobry film nie jest wgapianiem się, ale ja nadal uważam, że ci, którzy nie czytają, to i filmy wybierają takie że mnie byłoby na nie szkoda czasu:)
Gratuluję. Jedną "wklejkę" Twoją już czytałam. Zamieszczona była w "Kochający na marginesie". :)
OdpowiedzUsuńA na książkę mam wielką chrapkę. :)
Ale super! Gratuluje! :) A do książki się przymierzam, bo ostatnio dużo o niej się w blogosferze :)
OdpowiedzUsuńVampire - ależ Ty masz pamięć!!!
OdpowiedzUsuńIzusr - szeroko zakrojona akcja promocyjna przynosi efekty:)
Niestety nie podzielam twego zachwytu, uważam, że jest wtórna i nic nowego nie wnosi, dobra dla czytelnika, ktory sięga po książkę raz na rok. Dla bardziej wytrawnych miałka i pełna truizmów. Uważam, że w takich razach lepiej sięgnąć po klasykę niż po skalkowaną wersję
OdpowiedzUsuńKasia - znam Twoją opinię na temat tej książki, ale jej nie podzielam. Nie widzę tu kalki, jedynie inspirację Dickensem, o czym wyraźnie napisałam. Napisałam też, że książka może wydać się niektórym banalna i przewidywalna - tak akurat Ty ją odebrałaś.
OdpowiedzUsuńDobrze, ze tu się odezwałaś, bo mamy różne wrażenia po lekturze tej książki, a może ktoś kiedyś będzie miał mi za złe, że ją chwaliłam, a on się naciął?
Cóż - mi się podobała, Tobie nie. Nic na to nie poradzimy, a już tym bardziej nie mam zamiaru Ciebie przekonywać czy się usprawiedliwiać:)
Ja też nie wszystkimi książkami się zachwycam, czasami nawet tymi, które są ogólnie chwalone:)
Gratulacje!
OdpowiedzUsuńBardzo fajny tekst Ci wyszedł. Taki właśnie ciepły, okołoświąteczny. Nie miałem zapędów żeby tę książkę dopaść, ale co tam! Raz w roku można coś babskiego przeczytać!:D
Ojć, kolejna lekturka do zakupienia :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Z.
Kalio, Twoja teoria o filmach bardzo ciekawa i możliwe, że słuszna :)
OdpowiedzUsuńAleż żadna z nas nie musi się tłumaczyć ze swoich gustów. Mnie też podobają się czasem książki, które nie są szczególnie wysokich lotów, ale coś mnie w nich ujęło po prostu. Wiem, że ta powieść ma fanów, mnie niestety nie uwiodła.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń