tytuł oryginału: Выбор Наместницы
język oryginału: rosyjski
tom 1 cyklu: Trylogia Suremu
oprawa miękka ze skrzydełkami
ilość stron: 824
ocena ogólna: 6/6
ocena wciągnięcia: 6/6
Tak, widziałam już oceny tej książki - mocno sceptyczne. Nie, nie czytałam recenzji. Z pełną premedytacją, bo sobie pomyślałam, że jestem bardzo pozytywnie nastawiona do książki, po co ktoś ma mi psuć jej odbiór jakimiś swoimi rozczarowaniami? Wolę podejść do niej zupełnie bez naleciałości.
I bardzo dobrze zrobiłam. Że nie czytałam tych sceptycznych opinii. Tych kręcących nosem i tych rozczarowanych też.
Bo ja lubię, gdy książka wciąga mnie do tego stopnia, że czasami łapię się na tym, że myślę o jej bohaterach. W sytuacjach zupełnie nieprzystających do tego (np. w pracy) zastanawiam się, jaką decyzję podejmie Enrissa? Jak zachowa się Innuon i co zrobi Ivenna? Bardzo lubię takie książki jak "Namiestniczka", gdzie jest dużo bohaterów, a wszyscy wzajemnie zależni od siebie, połączeni więzami rodzinnymi, więzami przyjaźni czy zależnościami suweren-wasal. To jest ten typ fantasy, który uwielbiam.
Nie potrzebuję ociekających krwią walk - to dobre dla małych chłopców - żeby był szczęk oręża i żeby trup ścielił się gęsto. Ja lubię, kiedy jest zwyczajnie i po ludzku. Żeby były trudne decyzje do podjęcia, a od nich żeby zależały losy narodu. Żeby pozornie błahe wydarzenia w wyniku splecionych różnych przypadków (i żeby nikt w te przypadki nie wierzył) przeradzały się w kamienie milowe dziejów. Żeby były potajemne knowania, żeby były tajemnice rodowe, źle dobrane małżeństwa, ukryte namiętności, skrywane miłości, nieślubne dzieci i dziedzice nie zawsze nadający się do dziedziczenia.
To wszystko znalazłam w "Namiestniczce". Wcale nie jest taka opasła, jakby się z pozoru wydawało. Owszem, stron dużo, ale te strony niewielkie, szybko się czyta. Ja znalazłam na tych stronach dużo emocji.
Owszem, rozpoznałam inspirację Martinem "Pieśnią Lodu i Ognia". Ale ja to poczytuję za zaletę książki, bo uwielbiam Martina. Kilka motywów zostało z niego zaczerpniętych, jak choćby bliźniacze więzi, nieznane, niebezpieczne krainy, czy choćby imperium rządzone przez jednego człowieka. Tak, rozpoznałam, ale co z tego? Martin nie chce pisać kontynuacji, ociąga się, marudzi, to dlaczego w tzw. międzyczasie nie poczytać czegoś podobnego?
Nikogo do "Namiestniczki" nie będę namawiać. Albo ktoś ją pokocha, albo będzie kręcić nosem. Ja wolę z zapałem udać się na poszukiwania 2 tomu.
A teraz trochę prywaty: zaczął się gorący okres w szkolnictwie, co widać na moim blogu - notki są stanowczo za rzadko publikowane, nad czym boleję, ale niestety - doba ma tylko 24 godziny, a ja czasami spać też muszę:)
Sytuacja poprawi się najpewniej pod koniec czerwca z wiadomych względów.

Mi też się spodobała "Namiestniczka" - niesamowicie wciągająca książka :).
OdpowiedzUsuńUfff... Ja też pamiętam te negatywne oceny (bo też recenzji nie czytałam) i przez prawie cały czas zastanawiałam się: czemu? Bo jestem po 2/3 książki i nie rozumiem dlaczego tak nisko się ją ocenia.
OdpowiedzUsuńAle może ja też wolę taki typ fantasy jak ty? Nie dla małych chłopców, tylko dla dorosłych kobiet? :D W każdym bądź razie: podoba mi się, recenzja niestety za kilka dni, bo ugrzęzłam w tomiszczach ostatnio i nie wyrabiam się z czytaniem, a jeszcze inne rzeczy do zrobienia.
dla mnie była całkiem dobra i też z przyjemnością przeczytałabym kolejne tomy :)
OdpowiedzUsuńJa nie czytałam, raczej nie mój klimat. A tobię życzę dużo czasu, byś w tym wszystkim znalazła czas na sen, bo to podstawa :-)
OdpowiedzUsuńCoś wiem na temat gorącego okresu w szkolnictwie :) Łączę się w bólu! Masz wychowawstwo? Ja swoją klasę już pożegnałam (zdają właśnie matury). Myślałam, że odetchnę, ale gdzie tam! Wciąż mam furę roboty! Oby do wakacji! :)
OdpowiedzUsuńA recenzja jak zwykle udana! Pomimo, że nie lubię fantasy, to mam ochotę na tę książkę!
Na pewno przeczytam... kiedyś... ale raczej nie będzie to książka odkładana w nieskończoność. Pewnie poczekam na wydanie ostatniej części trylogii (to jest trylogia prawda?), a może nie? Ciekawe czy z okazji Dnia Matki lub Dnia Dziecka będą jakieś odpowiednie promocje w księgarniach...
OdpowiedzUsuńTo wszystko przez Ciebie! Wszystko! Twoja recenzja + promocja tej książki w Merlinie (aktualnie kosztuje 30 zł) spowodowała, że zamówiłam. Moja pierwsza kupiona książka w tym roku. A ja naprawdę nie mam miejsca na półkach...
OdpowiedzUsuńNo, ale i tak będę tu zaglądać ;)
Co do gorącego okresu w szkolnictwie to ma go każdy - i nauczyciele i uczniowie :)
OdpowiedzUsuńAle trzeba to przetrwać i będzie dobrze:)
A recenzja zachęcająca, aż żal, że nie mam funduszy na książki :)
"Namiestniczka" stoi na mojej półce już dość długo, jednak jeszcze jej nie czytałam... A wszystko przez wspomniany przez Ciebie gorący okres w szkolnictwie. Heh, byle do 10 czerwca wytrzymać, potem już będzie spokój ;D I czas na książki się znajdzie, a dzięki Twojej recenzji, na "Namiestniczkę" chyba najprędzej;)
OdpowiedzUsuńMam zamiar przeczytać - i po Twojej recenzji czuję, że po prostu muszę to zrobić :)
OdpowiedzUsuńMaya, Edith - widzę, że nie tylko ja odnoszę wrażenie, że Namiestniczka jest to coś dla dorosłych:)
OdpowiedzUsuńEnga - już dawno wiedziałyśmy, że lubimy podobnie. A grube tomiszcza są świetne - ja je uwielbiam. Rzeczywiście powodują pewien zastój w notkach, ale przecież tu nie o notki na blogu chodzi i nie o wyścig z czasem. A że robi się kolejka w książkach? Powiedz sobie tak - nie zapominam o pierwszych pobudkach, z powodu których założyłam bloga - bo lubię czytać książki i pisać o tym. Ja sobie tak przypominam codziennie i od razu wszystkie wyrzuty sumienia blakną.:)))
Wydawnictwa poczekają. A jeśli nie - no to przecież nie dla nich masz tego bloga, prawda?
Cyrysia - dziękuję.
OdpowiedzUsuńSeremity - Zawsze musi być na kogoś;)
Ja teraz mam tylko nadzieję, że książka Ci się spodoba.
Atram - tak, mam wychowawstwo, właśnie wczoraj odpękałam wycieczkę całodniową. Jestem wypompowana. Jeszcze tylko teatr i mogę brać się za świadectwa. Byle do lipca!
Molioo - ja wiem, że ma go każdy. Dobrze, że to widzisz, bo czasami odnoszę wrażenie, jakoby ludziom się wydawało, że nauczyciele to tylko w nosie dłubią;)
Izaa - do 10? Hm... ja mam zakończenie 22 czerwca, ale przecież nie na tym koniec- zawsze potem jest jeszcze huk roboty. Powtarzam - byle do lipca:)
Dusia - musisz, musisz, zobaczysz, jaka jest dobra:)
Kalio - pewnie, że czytam dla siebie,nie wyobrażam sobie w ogóle czytania czegoś, co nie chcę przeczytać tylko dlatego, że powinnam :D I blog też jest założony dla mnie, bo pomaga mi ogarniać moje czytelnictwo.
OdpowiedzUsuńA wyrzuty sumienia ostatnio mam nie tyle o recenzenckie (bo wiem, że wydawnictwa poczekają), ale o moja własne prywatne setki książek patrzące na mnie złym okiem i mruszące pod nosem: "nakupowała nas tyle lat temu, a ciągle tu stoimy nieprzeczytane jak takie kołki" ;)
Chyba muszę dobudować trzeci pokój, gdzie nie będzie książek i do tych dwóch będę wchodziła tylko po nową lekturę ;)
Enga - no się uśmiałam na dobry początek piątku:D
OdpowiedzUsuńJeśli Ty chcesz dobudowywać trzeci pokój, to co ja mam powiedzieć? Chyba to samo.
Nie pomyślałam o tych własnych. Moje to już nawet na mnie nie patrzą. Odnoszę wrażenie, że pogodziły się z losem i jakąś traumę mają, muszę się nimi zainteresować, bo się w sobie zamkną i jak je potem otworzę?:)
Cieszę się Twym uśmiechem :)
OdpowiedzUsuńHm... ciekawe, czy moje też się pogodzą z nieuchronnym losem ;) Już wydawało mi się, że jesst ok, ale ostatnio się na nowo zaczęło ;)