piątek, 1 lipca 2011

Powrót do korzeni - koniec z książkami do recenzji

Zanim przejdę do sedna, przypomnę moją notkę o książkach do recenzji. Nadmieniam tu i teraz, że zdania nie zmieniłam, nadal uważam, że recenzowanie książek od wydawnictw jest rzeczą dobrą, że blogerzy robią to w miarę swoich możliwości uczciwie i oczywiście każda ich ocena jest jak najbardziej subiektywna, bo inna być nie może. Nie jestem na tyle arogancka, żeby oceniać, jak ktoś wykonuje tę w gruncie rzeczy charytatywną pracę. Ludzie są różni. Więc i recenzenci różni i to tyle, jeśli chodzi o krytykowanie czyichś opinii.

Czym się kierowałam rozważając decyzję o zakończeniu współpracy z wydawnictwami? Otóż kiedyś czytanie książek było dla mnie ogromną radością. Tylko. Z czasem, w wyniku nagromadzenia się w domu tych strasznych ilości książek do recenzji, stało się obowiązkiem. Bo tak mnie wychowano - wszystko, co robię, staram się wykonywać rzetelnie. A więc oceniane książki muszę czytać do końca. I gdzieś tam na dnie serca pikało mi coś, co mówiło, że przesadzam z terminami, że za długo trzymam, że ludzie będą mieli prawo wytknąć mi przetrzymywanie książek. Nie potrafiłabym napisać opinii i ocenić książki bez przeczytania jej do końca, stąd te terminy. Musi potrwać, zanim książkę przeczytam.
Co prawda nie miałam nigdy awantury z tej racji, co najwyżej delikatne przypomnienie - czekamy na recenzję. Nie zdarzyło mi się też, żeby wydawnictwa wymuszały opinię in plus (co najwyżej dziękowały za współpracę po opinii negatywnej, ale to wyjątki;). Jednak ta moja świadomość niewykonanej roboty nie dawała mi spać. Dlatego wracam do korzeni, będę czytać we własnym tempie.
No i recenzje. Nigdy nie pisałam i pisać nie będę szablonowych szkolnych recenzji. Nie i już. Nie cierpię tych poprawnych. Są długie i nudne. Ja wolę pisać to, co czuję. Zaczynać od emocjonalnego wykrzyknika, chociaż to ponoć największy błąd recenzentów-amatorów. No i dobrze. Ja lubię żywe teksty dla ludzi, a nie sztywne prace do gazet. Lubię krótkie i rzeczowe opinie. Nie chcę naginać swoich gustów do wymagań portali czy serwisów. Gdyby to była praca za pieniądze, to nie miałabym wyjścia. Na szczęście na życie zarabiam inaczej, książki to moja pasja.
Co prawda nigdy żaden przedstawiciel wydawnictwa nie wytknął mi nieszablonowych tekstów, ale... ja tęsknie do spokoju początków mojego bloga - tylko ja, książki i blog.
Poza tym nie mogę tu pominąć zarzutów, które często się pojawiały wobec mojego pisania - że jestem zbyt entuzjastyczna, że chwalę nawet kiepskie książki, że skoro już biorę je do recenzji, to moim obowiązkiem jest uczciwie pisać itd. bla bla bla... No to ja już nic nie muszę!:) Wszelkie krytykanctwo mogę zbyć - to mój blog, moje opinie, mój styl i w ogóle moje miejsce. Już nie będę recenzentem, będę zwykłą czytelniczką.
Oczywiście te nieprzeczytane jeszcze książki, które otrzymałam od wydawnictw (58!), mam zamiar przeczytać, tak jak wszystkie książki, które są w moim domu. Na pewno nie będę zwlekać, chcę uczciwie wypełnić zobowiązanie i doprowadzić sprawę do końca. Ale już nie czuję tego napięcia, tego czekania.

Pewnie, że się wahałam. Mam słabą silną wolę, jestem zachłanna na książki. Ale mam tyle w domu własnych, kupionych i z wymianek jeszcze nieprzeczytanych, że zapasu wystarczy mi na lata całe. A czytnik? A biblioteki? Są coraz lepiej zaopatrzone. A allegro? Aż kipi od okazji. I te wszystkie książki, właściwie całe regały w domu, patrzą na mnie z wyrzutem. Już nie wiedziałam, gdzie oczy podziać.
Książka "W poszukiwaniu króla" była takim ostatnim bodźcem, który pomógł mi podjąć decyzję. A zwłaszcza ten fragment.
Więc podsumowując - ciążył mi fakt, że za długo książki u mnie czekają na recenzje; ciążył mi fakt, że nie czytam własnych książek i tych pożyczonych też (prawda, Enga, że przesadzam z trzymaniem?); ciążył mi fakt, że może powinnam pisać bardziej poprawne recenzje, a przecież nigdy nie będę takich pisać.
A teraz jest mi tak lekko na duszy:)
Wiem, że jeszcze nie raz pożałuję tego postanowienia, gdy będę oglądała Wasze stosiki. Ale zacisnę zęby. Zaczekam, aż książka pojawi się w bibliotece albo ją kupię.Nie muszę nowości czytać od razu, mogę na przykład po roku albo i później.
Ale ta swoboda - nikt nie będzie czekał na recenzję! Chyba najbardziej doskwierało mi właśnie to - brak czasu. 
Wiecie, jaka to ulga, gdy po kilku miesiącach wahania, bicia się myślami, rozpatrywania wszystkich za i przeciw, człowiek nareszcie coś postanowi? Słyszeliście wczoraj ten huk? To kamień spadł mi z serca.

I na koniec przypomnę - wciąż pozostaję z szacunkiem dla recenzowania książek od wydawnictw. Owszem, nie wszystkie blogi odwiedzam, o niektórych wiem, ze powstały tylko dla zagarnięcia jak największej liczby książek i - tak odbiegając od tematu - gdy widzę blog założony dwa dni lub miesiąc temu, który w zakładkach ma hasło "współpraca", a tam zaproszenie do wydawnictw, to mi zwyczajnie wstyd. Wstyd, że ktoś pomyśli, że wszyscy blogerzy są tacy.
Na szczęście znam kilka naprawdę rzetelnych osób i tym będę sekundować:)

102 komentarze:

  1. szanuję Twoją decyzję! i podziwiam CIę, że ją podjęłaś.
    muszę przyznać, że mnie też szokują blogi, które powstają tylko po to by zagarnać książki od wydawnictw, ale czasem jeszcze bardziej szokują mnie wydawnictwa- że na to idą, że nie zależy im na marce blogera, na jego doświadczeniu, "stażu"- dla mnie to ważne, sama współpracę zaczęłam jakoś po około roku od prowadzenia bloga i to wydawało mi się wcześnie. Też czasem nie wyrabiam, ale mimo wszystko ta współpraca cieszy mnie i pewnie nie zrezygnuję dopóki nie zrezygnują ze mnie- zwłaszcza, że tyle innych blogów powstaje ostatnio.
    Co do osądzania Cię o zbyt entuzjastyczne recenzje- to mnie dziwi to- czy ludzie nie mogą uwierzyć, że może Ci się akurat ta książka podobać, a im NIE MUSI??? I dla innych może być kiepska, a dla Ciebie jest OK? Straszne to, bo w pewien sposób to ograniczanie wolności słowa, jakby nie patrzeć. Ja na swoim blogu pisze tylko to co myślę- i czasem mam totalnie odwrotnie, książki, które zachwycają wszystkich mnie nie powalają na kolana.
    Dziwi mnie też to, że tyle dyskusji wokół naszego pisania się toczy- przecież jak ktoś nie chce czytać tego co my piszemy to nie musi, prawda?
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Racja masz, pisząc, że nagromadzenie książek od wydawnictw wywołuje jakąś presję. Zwłaszcza, gdy ma się swoje tempo czytania i pisania - jak ja. Moje recenzje powstają czasem tygodniami. Nie żartuję. Siedzą w głowie i dojrzewają. Jeśli jestem zmuszona przez jakiś termin, istnieje ryzyko, że recenzja "nie dojrzeje" i będzie kiepska. A mnie zależy na solidnych tekstach.
    Dlatego - nie zawalam się egzemplarzami recenzenckimi i wybieram dla siebie takie tytuły i gatunki - jakie preferuję. I mam czas na czytanie książek z biblioteki i z dokowych półek.

    Dobra recenzja powinna być czymś więcej niż tylko streszczeniem i wrażeniami z lektury - i tego się trzymam.

    Pozdrawiam i zapraszam, bo na mojego bloga chyba nie zaglądasz. Mam nadzieję, że nie dlatego, że przynosi on wstyd blogerom ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kaś - wiesz, czasami tak właśnie odpowiadałam, że to mój blog i moje opinie. Zresztą - ja nie kieruję się przy wyborze książek recenzjami, sama je sobie dobieram, ale czasami argument, że skoro biorę do recenzji, to powinnam się bardziej postarać, bódł. Tak, dawał do myślenia. Właśnie odparłam ten argument:)

    Oleńka - a ja właśnie się zawalałam książkami do recenzji, bo tyle chciałam i nadal chcę przeczytać. Wiem, brałam za dużo, nie mogłam się się oprzeć pokusie. Teraz będę za dużo przywoziła z bibliotek;)
    A na Twojego bloga nie zaglądałam, bo o nim nie wiedziałam. Trudno odwiedzić wszystkie, jest ich tyle, wybacz. Od razu uprzedzam, że ja mało, prawie wcale nie komentuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kalio/Asiu - gratuluję i bardzo szanuję Twoją decyzję :)No i podziwiam przeogromnie. Ty i Zosik byłyście moimi inspiratorkami do rozpoczęcia zabawy pt "blogowanie o książkach". Też miewam podobne przemyślenia - kupuje książki i one czekają czekają czekają...na moim blogu jest fotografia pierwszego stosiku - nie przeczytałam go nawet w 10%. Podobno zawsze najdalej do swojej półki. A prawdziwa molica książkowa to pies na książki i sama wiem to najlepiej. Czekam na kolejne wspaniałe recenzje tego, co lubisz i kochasz - powrót do korzeni to zawsze coś dobrego :)Ogromne uściski!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybyś kiedyś miała odpowiedzieć na pytanie o książkę, która zmieniła twoje życie, to w Inklingach masz mocnego kandydata:).
    Gratuluję decyzji, ważne, żeby działać w zgodzie ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Iza - tak, wczoraj o tym pomyślałam:) Bo decyzja jest epokowa, przynajmniej dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja silna słaba wola poszła do kącika popłakać, bo sama nie byłaby w stanie tego zrobić. Dlatego tym bardziej podziwiam. I faktycznie ja się czasem też czuję przybita tymi egzemplarzami i zaczynam się zastanawiać czy mi się nie zaciera gdzieś ta granica między przyjemnością a obowiązkiem, a tak bardzo staram się do tego nie dopuścić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Izusr - a ja Cię doskonale rozumiem, bo mnie nie było łatwo, oj nie było... Kilka miesięcy trwało rozważanie. W tej chwili jestem z siebie dumna, ale kto wie, co poczuję, gdy zobaczę dziś stosik u Engi??? Tego momentu się boję;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kalio, napiszę krótko: gratuluję decyzji! Cieszę się, że ją podjęłaś! Zawsze lubiłam Twoje recenzje, ale najbardziej te o których piszesz w tej notce: sprzed czasów współpracy z wydawnictwami! Takie właśnie z wykrzyknikami na na początku i końcu! ;) Super, że w końcu będziesz miała czas na czytanie kąsków ze swojego regału!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kalio, myślę, że nawet przy współpracy z kilkunastoma wydawnictwami stosiki Engi zawsze wywołują zazdrość ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzy mi się współpraca z wydawnictwami, ale od zrobienia jakiegokolwiek kroku powstrzymuje mnie właśnie to, o czym napisałaś. Pracuję, studiuję dziennie, więc nie dysponuję dużą ilością wolnego czasu nie chciałabym czytać z przymusu, a co gorsza czytać książek, których nigdy sama bym nie kupiła. Ciężka sprawa z tym.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kalio - ja wielce pisac nie będę, bo już wypisałam się w mailach ;) Krótko: podziwiam, dałaś mi inspirację do zrobienia porządków i u mnie. Tylko nie potrafię tak drastycznie, muszę to robić krok po kroku. Ale decyzja o pierwszym kroku zapadła :)

    A co do książek pożyczonych, to nic nie mów :P Akurat to ja jestem tym osobnikiem, który przetrzymuje książki dłuuuuuugo za dłuuuuuugo. Ale nie mam na nie czasu przez recenzyjne ;) A moja możesz trzymać i dwa lata, tym bardziej, że była czytana :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Asiu szanuję Twoją decyzję :)

    Skąd znam te wykrzykniki :) Ja je nadal używam, czy się komuś podoba czy też nie :) :) :)
    A wielu osobom nie.
    Szczerze mówiąc wolę odczucia i refleksje niż sztywne recenzje, sama tak mam więc Cię rozumiem.
    Moja opinia i tyle, a wydawnictwa póki co się nie skarżą :)...jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Tobie zawsze wiedziałam co chcę przeczytać z nowości/zapowiedzi. Ogarnął mnie strach, że teraz będę musiała sama błądzić ;(

    OdpowiedzUsuń
  15. Izusr - o tak, wywołują:)))

    Apsarte - ja nigdy nie brałam książek, których nie chciałam czytać. dowód - dwa miesiące temu oddałam komuś książkę, którą wydawnictwo przysłało do mnie bez konsultacji. Nie zmuszam się do czytania. Już chyba wszyscy wiedzą, że jeśli mi się coś nie podoba, to nie kończę?

    Enga - trzymam kciuki. I dzięki za wyrozumiałość, bo te Twoje dwie też mi skaczą do oczu:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Sabinka - no właśnie - jeszcze. Ja czekałam na moment, w którym stracą cierpliwość:)

    Dunajka - ej, no coś Ty!:) A LC? Ja tam najczęściej dowiadywałam się o nowościach.
    No i mam w zakładkach na komputerze oddzielny folder na wydawnictwa - tam zaglądam często. A sklepy internetowe? Jakoś damy radę;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy to znaczy, że jest szansa na Twoje kolejne opinie o Kraszewskim? Mam nadzieję, że ze dwa tomy znajdą się gdzieś na początku kolejki:D

    OdpowiedzUsuń
  18. ZWL - jest:)
    Dziś idę na strych przekopać kartony;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ach, pisałam jednocześnie z Izusr ;) Hm... No, zależy ;) Jak się bardzo zainspiruję Kalio, to za jakiś czas stosiki prawie, że znikną, bo nie będzie przychodziła już taka ilość książek ;p

    OdpowiedzUsuń
  20. Czasami też mam taką myśl, żeby porzucić egzemplarze recenzenckie i zając się własnymi książkami, które zalegają na półkach i chyba powoli też się będę ograniczać do absolutnego minimum. Podziwiam więc Twoją decyzję, bo sama jeszcze się nie potrafię na nią odważyć :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Czegoś takiego się właśnie spodziewałam po tej wczorajszej notce. Aczkolwiek sama decyzja bardzo mnie zaskoczyła.
    Wiedziałam, że nie masz czasu na własne książki, ale sądziłam, że jak już to zrezygnujesz tylko z części wydawnictw, a nie tak całkowicie. Szczęka mi lekko opadła.
    Zgadzam się z Tobą, że egzemplarze recenzenckie zmuszają do czytania do końca, wtedy kiedy normalną książkę by się już odłożyło (na szczęście mi się tak zdarzyło raz). I ja też tak mam, że mam wrażenie że one nade mną wiszą. Ale postanowiłam sobie, że nie będę czytać najpierw ich, będę przeplatać, czytać wtedy, kiedy na daną książkę będę miała ochotę. Jak się nie podoba, to trudno. Najwyżej sobie jakąś książkę kupię. No i zdecydowanie nie zamierzam współpracować (na stałe) z kilkunastoma wydawnictwami, ja wiem jakie są moje możliwości i na pewno nie są aż takie ;)
    Co do młodziutkich blogów zapraszających do współpracy to one też mi się nie podobają. I bardzo dziwię się wydawnictwom, że na taka współpracę przystają. Ja się odważyłam na pierwszą książkę od wydawnictwa po roku prowadzenia bloga. Nie zamierzam rezygnować z takich książek, ale nie zamierzam też się o nie bić. Jak będą to dobrze, będę je czytać tak szybko jak będę w stanie robić to z radością, nie będzie to też dobrze, mam tyle innych...
    Jestem bardzo ciekawa co będziesz czytać jak już skończysz te od wydawnictw, które w tej chwili masz. Wręcz nie mogę się doczekać :)
    Życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze blogowania ;) I skoro podjęłaś tę decyzję to nie żałuj, cokolwiek by się działo. Mama mi tak zawsze mówi :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli miałabyś dostać urazu do książek, bo musisz czytać z konieczności a nie dla przyjemności, to lepiej, że zrezygnowałaś i wracasz do korzeni, bo czytać powinno się dla siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kalio, odważna decyzja!
    Sama muszę powiedzieć, że jakoś póki co udaje mi się jakoś w miarę nadążać. Nie, żeby nigdy nie było upomnień od wydawnictw, raz mi się nawet zdarzyło najzwyczajniej w świecie zapomnieć zrecenzować jedną książkę, a to wszystko przez różne moje perturbacje i zawodowe, i osobiste. Na szczęście w wydawnictwach też siedzą ludzie. Zdarza się, że recenzja długo dojrzewa mi w głowie, ale ostatnio zauważyłam, że jakoś coraz szybciej udaje mi się formułować myśli. Póki co biorę od wydawnictw tyle, ile jestem w stanie przeczytać w rozsądnym czasie, co oczywiście nie oznacza, że mi stosy nieprzeczytane nie leżą. Poza tym ewidentnie cierpią książki, które kupuję, no bo tu nie ma terminów i nikt mnie z tego nie rozliczy. Generalnie póki co ze współpracy z wydawnictwami jestem zadowolona, ciągle przybywają nowe, ale jeżeli kiedyś bym poczuła, że to mnie rzeczywiście jakoś ogranicza, to myślę, że też bym poważnie rozważyła rezygnację z takiej współpracy.
    A co do entuzjazmu, to ja w życiu skrytykowałam poważnie dosłownie kilka książek, bo zawsze jednak jestem nastawiona pozytywnie i zawsze szukam tych pozytywów w lekturach, nawet tych, które wydają mi się średnie więc twoje podejście w ogóle mnie nie dziwi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Joasiu - podziwiam Twoja decyzję i chylę czoło! Ale masz rację - biblioteki są ostatnio dobrze zaopatrzone ( patrz na moje stosiki), a najważniejsze to czytać dla przyjemności i z przyjemnością. Zawsze mamy LC, gdzie można wyłapać ciekawostki - ja nadal pozostanę twoją fanką. Dla mnie Ty i Dunajka stanowicie inspirację ! Trzymaj się !

    OdpowiedzUsuń
  25. Mnie takie radykalne cięcie dobrze zrobiło, czytam znów z przyjemnością, bez jakiejkolwiek presji i bez... wyrzutów sumienia. Myślę, że miało to również wpływ na moją opinię o książkach. One i ich autorzy są mi znów przyjaciółmi, a nie "uczniami", którym trzeba wystawić ocenę. Pozdrawiam Cię, Kalio! A blogi z recenzjami nadal podczytuję i będę podczytywać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Podziwiam decyzję. Ja sama mam znacznie mniej książek recenzyjnych i choć kuszą stosy u innych wiem, że na więcej zobowiązań po prostu nie znajdę czasu. I tak książki własne długo czekają na swoją kolej, bo poczucie obowiązki nie pozwala mi po nie częściej sięgać. Życzę pełnego przyjemnych zaskoczeń odkrywania zawartości Twojej biblioteczki :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Joasiu - decyzja odważna i mam nadzieję, że przemyślana:)
    Co do stosików - to przecież jakieś książki będą do domu napływały - choćby z biblioteki, wymiany czy prywatnych pożyczek. Poza tym nie jestem w stanie uwierzyć, że nie kupisz sobie żadnej nowej książeczki...
    I dalej zostaję Twoją wierną czytelniczką:)

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja, z zupełnie innej beczki, z sugestią. Skoro nadszedł u Ciebie czas poważnych decyzji, może warto by rozważyć odchudzenie bloga o kilka gadżetów (szczególnie tych, które pobierają dane z zewnątrz), bo scrollowanie go wymaga sporej dawki cierpliwości, której niestety jestem pozbawiony. Ale to tylko takie moje, a blog Twój, więc jakby co, spluń przez prawe ramię i nie zwracaj na ten wpis uwagi :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziękuję! Napisałaś o tym, co przeszkadza mi od pewnego czasu i pomogłaś podjąć decyzję. Dlatego jeszcze raz bardzo dziękuję! Otrzymywanie książek jest rzeczą niezwykle przyjemną, ale też wymagającą - terminy, wyrzuty sumienia. Po pewnym czasie, czytanie przestaje być przyjemnością, a staje się przykrym obowiązkiem. Blogi prowadzimy w końcu dla siebie, robimy to dla własnej przyjemności, aby oderwać się od obowiązków, więc dlaczego mielibyśmy się do czegokolwiek zmuszać?

    Co do negatywnych opinii, zastosuj zasadę - mój blog, moje miejsce - nie podoba się? Tam jest przycisk wstecz.

    Pozdrawiam serdecznie i zmykam do siebie, nadszedł czas na zmiany.

    OdpowiedzUsuń
  30. Enga - ja Cię bardzo proszę, przemyśl wszystko, żeby potem nie było na mnie;)

    Isabelle - :)

    Seremity - ja tak samo podchodziłam do sprawy, dopóki się nie zorientowałam, że gdzieś po drodze straciłam umiar i zostałam zasypana.
    Wydawnictwa wysyłają książki wszystkim jak leci, bo to czysta reklama, w sumie to rozumiem, ale nie pochwalam:) Za życzenia na nowej drodze dziękuję, żebyś wiedziała, że nowa;)

    Shirkus - do tego właśnie nie chciałam dopuścić - do urazu do książek.

    naturegirl - wiem, że w yd. siedzą ludzie, co nie zmienia faktu, że moja własna świadomość zalegania mi ciążyła:)

    Anna - aż się zarumieniłam, no weź...;)

    Zuza - nie pisałam o tym w notce, ale Twoje ogłoszenie na blogu też miało dla mnie znaczenie, dziękuję:)

    Viv - dzięki, pewnie sama się zdziwię, co ja tam mam:)

    Anek7 - przecież wiesz, że się nie oprę. Dziś na dobry początek kupiłam sobie jedną na allegro, hi hi:D Tylko cicho, nikomu nie mów;)

    Bazyl - pewnie masz na myśli te pokazy slajdów - też to zauważyłam. Wstawiłam je wczoraj i odczułam zwolnienie ładowania się strony. Muszę pomyśleć, co z tym zrobić. Dzięki za sugestię, pluć nie będę, bo nigdy nie wiadomo, kto tam z tyłu stoi;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Barbaro - tylko żeby nie było na mnie, to musi być Twoja decyzja.
    Matko, co ja narobiłam??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Kalio - nie martw się, we mnie to dojrzewało miesiącami, a Twój ruch to zwyczajny katalizator :) I nie martw się, ja nie jestem zdolna do tak radykalnego cięcia, więc na pierszy ogień pójdzie kilka wydawnictw.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ojej, 58 książek do recenzji?! Rzeczywiście, musiałaś odczuwać presję...
    Chociaż ja moją współpracę z wydawnictwami dopiero zaczynam, to tak czy tak, czasem obawiam się zrecenzowania danej pozycji. Bo niby wydawała się ciekawa, a tak naprawdę okazała się jakąś totalną grafomanią i doczytać nie można... Na szczęście trafiłam na wyrozumiałe wydawnictwa, które dają mi szansę samodzielnego wybierania książek jak i rozumieją, że czasami którejś z książek nie jestem w stanie zrecenzować :) Poza tym nadal udaje mi się łączyć książki od wydawnictw z pozycjami z biblioteki czy własną biblioteczką:)
    I gdzieś tam w głębi, cieszę się, że powrócą recenzje z początków Twojego blogowania! Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  34. Enga - uff... Bo wiesz, to nie było łatwe, a wiem, jak Ty kochasz książki - czytać i mieć:)

    Ala - ależ ja też współpracowałam tylko z takimi, które pozwalały na dobór tytułów - czy wyobrażasz sobie, że mogłabym czytać na zlecenie coś, czego nie lubię???
    Wydaje mi się tak poza tym, że nie odczujecie zbytnio zmiany w moich opiniach, bo ja nigdy nie pisałam szablonowych. Może czasami ważyłam słowa, zresztą teraz też nie zamierzam zejść z pewnego poziomu kultury słowa;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Kalio - hihihihi, kocham, kocham. Z czytaniem nie będzie problemu - pozostałe wydawnictwa + moje kilkaset + świetnie wyposażone 2 biblioteki + masa świetnie wyposażonych pożyczających znajomych ;) A co do posiadania: mam już tyle, że mi sie na półkach nie mieszczą ;) Zawsze jest Allegro, piękne promocje... ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja na razie nie mam takich problemów, nie współpracuję z wydawnictwami i na razie mi się nie śpieszy. Swoich książek i tak mam niezłe stosiki do przeczytania... Wcale Ci się nie dziwię, że podjęłaś taką decyzję, 58 książek to naprawdę wielkie zobowiązanie...

    Pozdrawiam i życzę dużo czasu na czytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Bardzo Cię podziwiam, bo to naprawdę odważna decyzja. Wszak chyba każdy z nas (oczywiście mam tu na myśli tych o nieco dłuższych stażach niż kilka miesięcy) przyzwyczaił się do otrzymywania przynajmniej jednej paczuszki na miesiąc, która zawierałaby pożądaną książkę.
    I przecież nie chodzi o to, że jesteśmy łasi na darmowe książki, czy że wykorzystujemy wydawnictwa do tego by nam się żyło lepiej, tylko, tak jak napisałaś, była to dla nas, moli książkowych, duża ulga - przede wszystkim finansowa.

    Przyznam, że ja ostatnio też ograniczam zamawianie nowych egzemplarzy recenzyjnych z racji braku czasu i ilości książek, które leżą na półce, ale nie wiem, czy zdecydowałabym się zrezygnować z nich całkowicie. Wydawnictwa tak kuszą, podsyłając coraz to nowe katalogi, newslettery. Może kiedyś będę musiała podjąć taką decyzję, ale jeszcze nie teraz. I tak, terminy mnie gonią, mam wyrzuty sumienia, a ilość książek w biblioteczce przeraża każdego, kto mnie odwiedza. No i jeszcze te recenzje - zawsze zastanawiam się, co by było gdyby książka całkowicie mi się nie spodobała (co jeszcze się nie zdarzyło) i musiałabym ją całkowicie skrytykować, a ponieważ jestem osobą szczerą to nie omieszkałabym się tego uczynić. Bo chociaż wydawnictwa zostawiają nam wolną rękę jeśli chodzi o ocenę (zresztą nie wyobrażałabym sobie by było inaczej) to na pewno zależy im na jak najlepszej nocie i co za tym idzie na reklamie.

    Te młode blogi pojawiające się ostatnio jak grzyby po deszczu nieco mnie niepokoją. Sprawiają, iż cała idea blogów książkowych, służących wymianie informacji, myśli, wrażeń z dopiero co przeczytanych lektur nieco podupada, a na jej miejsce wchodzą elementy konkurencji, marketingu, czyli po prostu biznesu. Pamiętam, że mój pierwszy rok na blogu był takim czasem sprawdzenia się i dopiero gdy uznałam, że jestem gotowa podjęłam współpracę z jednym, czy drugim wydawnictwem. Nie wyobrażam sobie zakładania bloga tylko po to by móc taką współpracę nawiązać. Myślę, że po części za sytuację tę odpowiedzialne są właśnie wydawnictwa, które w większości nie weryfikują informacji na temat osoby, której wysyłają książkę.

    Życzę Ci wytrwałości w postanowieniu oraz wielu cudownych lektur z własnej biblioteczki.
    I oczywiście wciąż takich świetnych recenzji, które z chęcią będę czytać :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  38. również szanuję decyzję , i dopinguję w dalszej blogowej przyszłości , no i czekam na kolejne wspaniałe recenzje :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Do tej pory nie otrzymywałam żadnych książek recenzyjnych, może z wyjątkiem tych od portalu "lubimy czytać", i bardzo, ale to bardzo zazdrościłam tym osobom, które otrzymywały najnowsze egzemplarze różnych ciekawych książek. Jednak to, co tu napisałaś otworzyło mi nieco oczy i kazało zastanowić się, czy chcę czytać kilkanaście książek miesięcznie i czy to przyniesie mi radość. Nie stać mnie na nowości wydawnicze, ale do tej pory kupowałam powieści sprzed kilku lat (na wyprzedażach oczywiście) i źle mi z tym nie jest...
    Nie ukrywam, że chciałabym rozpocząć współpracę z jakimkolwiek wydawnictwem i przekonać się, czy jestem w stanie czytać coś, czego sama sobie nie wybrałam.
    Oj Kalio, zburzyłaś mi cały dotychczasowy sposób myślenia o książkach recenzyjnych - i absolutnie nie odczuwaj z tego powodu wyrzutów sumienia! W końcu znalazł się ktoś, kto uczciwie przyznał jaka to ciężka praca, nie tylko przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  40. Muszę napisać, że swoja decyzją zyskałaś sobie mój szacunek. Mało kogo z blogowej braci stać byłoby na tego rodzaju wyrzeczenie... Rozumiem Twoje rozterki, ale przychylam się do Twojego argumentowania: w zalewie recenzenckich zleceń od Wydawnictw próba ocalenia osobistego, niewymuszonego kontaktu z książką wymaga zgoła heroicznych wysiłków. Z podobnych przesłanek ja akurat nie decyduję się na prowadzenie książkowego bloga, mam bowiem wrażenie, że czytanie i recenzowanie na jego łamach urasta do pewnego rodzaju obowiązku, do swoistej rywalizacji pomiędzy blogerami. Żeby nie pozostać w tyle, żeby się nie zdezaktualizować. Oczywiście, jest to moje zdanie i zdaję sobie sprawę, że uogólniam, ale tak na to patrzę :)
    Abstrahując jednak od tych rozważań: wykonałaś ważny gest. Może, inspirowani Twoim spojrzeniem na współpracę z Wydawnictwami. zreflektują się i inni blogowi recenzenci, którzy tę formę działalności zdają się traktować jak pracę przy taśmie w fabryce. Gratuluję mądrego stosunku do własnej pasji! :)))

    OdpowiedzUsuń
  41. Na bloga zapraszam - sama też nie zawsze mam czas, żeby wszystko wszystkim skomentować, a nawet przeczytać - jak się ma tyle blogów w zakładkach, a wszystkie fajne :)

    Podziwiam Cię za tą decyzję - w jakimś sensie człowiek jest wolny, nie ograniczony czasem i wyborem takich, a nie innych tytułów.

    Pozdrawiam i życzę miłego pisania!

    OdpowiedzUsuń
  42. Kalio, gratuluję decyzji, myślę, że jesteś bardzo odważna. Cieszy mnie tez Twoja odwaga cywilna, że potrafisz się przyznać, że mając takie możliwości łatwo być zachłannym na nowe pozycje, zasypać się nimi i nie móc się oprzeć pokusie. Mam nadzieję, że za jakiś czas wróci Ci ogromną przyjemność czytania, bez presji, terminów. No i tę ulgę już teraz można wyczuć w Twoich wypowiedziach :) Jestem bardzo ciekawa co nam będziesz recenzować ze swoich własnych półek i z biblioteki!
    Sama na stałe współpracuję tylko z dwoma wydawnictwami i bardzo sobie to chwalę, bo egzemplarzy recenzyjnych mam w sumie niewiele, terminów żadnych. A w tym roku jeszcze w ogóle przeprowadziłam małą rewolucję czytelniczą u siebie i czytam teraz naprawdę sporo własnych książek plus prawie wszystkie pożyczone od znajomych:)
    Pozdrawiam.
    Aha, niech mi wolno będzie poprzeć Bazyla ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja nie współpracuję, ani nie zabiegam o współpracę z wydawnictwami, portalami itp. Nie mam na swoim blogu żadnej informacji, że chiałabym, że jestem zainteresowana, choć jeśli ktoś zwróci się do mnie z taka propozycją to szczerze, nie wiem, jaka decyzję podejmę. Tak jak napisałaś, najważniejsza jest wolność wyboru, czas i poczucie, że czytam kiedy i co chcę :)
    Ja tak mam, chce mi się, to opiszę daną książkę, a raczej swoje wrażenia po przeczytaniu na blogu, jeśli mi się nie chce, nie opisuję :)
    Gratuluję odwagi w podejmowaniu decyzji, bo szczerze przyznam, że nie każdy zdobyłby się na to, żeby zrezygnować z masy nowych książek, ja sama nie wiem, jakbym postapiła w takiej sytuacji.
    Tylko proszę Cię, zamieszczaj recenzje z przeczytanych książek, z tego nie rezygnuj!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Również chylę czoła i jestem pełna podziwu. Śledziłam Twojego bloga jeszcze zanim nawiązałaś współpracę, nadal odszukuję sobie Twoje opinie, jeszcze na starszym blogu, na onecie.
    Mogę się dokładnie podpisać pod tym co napisałaś. Ja już przy zakładaniu bloga wiedziałam, że upłynie sporo czasu zanim zdecyduję się nawiązać współpracę. Jestem zbyt sumienna, przy zalegających trzech książkach mam wyrzuty sumienia. Minęło pół roku, nawiązałam współpracę jedynie z jednym portalem, które samo mnie odnalazło w czeluściach innych blogów. I to mi wystarczy. Poza jedną, dwiema książkami "nowościami" chcę czytać własne nabytki. Przyjemność sprawia mi kupowanie książek, wypożyczanie egzemplarzy bibliotecznych.
    Wiesz, po cichu cieszę się z Twojej decyzji, będziesz mi teraz polecać książki, które łatwiej znajdę w bibliotece lub kupię w okazyjnej cenie! Cieszę się niezmiernie! :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  45. Spróbuję odpowiedzieć :

    Enga - no to wszystko jasne:)

    Immora - wszystkiego trzeba w życiu spróbować;)

    Claudette - gdy patrzyłam na te nowe blogi, to zaczynałam się zastanawiać, czy moja pasja nie jest postrzegana właśnie jako zachłanność. Myślę, że po prostu znajdę swoją niszę i w niej zostanę.

    dm - dzięki:)

    Paideia - ja i tak czytam kilkanaście książek miesięcznie i to się nie zmieni, ja to kocham:)
    Ale tak, obowiązek ciążył i nie zawsze była to czysta przyjemność:)

    Jabłuszko - nigdy nie brałam udziału w żadnych rywalizacjach i wyścigach, Twoje postrzeganie ogólnie sfery blogowo-książkowej jednak jest nieco krzywdzące, ale wiem, że nic tego nie zmieni;)
    Prowadzenie bloga zawsze było dla mnie przyjemnością - od lat. Jeśli zechcesz popatrzeć do archiwum, to zauważysz, że nigdy nie miałam dłuższych przerw, bo ja to uwielbiam - pisanie o książkach mam na myśli. Nie zrezygnuję z tego, niech sobie wygląda jak chce:)
    I ilość książek też się nie zmniejszy, bo kocham czytać książki, więc dlaczego mam to ograniczać? Bo z boku wygląda taśmowo? No trudno.

    Kornwalia - dzięki, zaraz zajrzę;)

    Evita - nie zamierzam rezygnować z prowadzenia bloga:)

    Kinga - również Tobie dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  46. No i poszło, praktycznie połowa współpracowników mniej! Dzięki Kalio za impuls :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Trzymam kciuki. Jest tyle chętnych do współpracy, że dla wydawnictw to niewielka strata - jakieś tam dwa blogi;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Co nie? Na nasze miejsca będzie po 20 osób :>

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja ostatnio zrezygnowałam ze współpracy z kilkoma wydawnictwami, podbnie jak Ty nie dawałam rady i głupio mi było, że tak trzymam książki. Z trzema mam zamiar zakończyć w najbliższym czasie, gdy przeczytam książki od nich. Ale na tak radykalne cieńcie chyba się nie zdecyduję ;) I podziwiam Cię ogromnie :) i masz rację, tyle jest chętnych do współpracy, że chyba nikt nie będzie za nami płakał ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. mnie również dziwią osoby, które zakładają bloga tylko po to, aby dostawać książki od wydawnictw. Ja również zastanawiam się nad rezygnacją. Na razie uczyniłam małe kroczki i zrezygnowałam ze współpracy z kilkoma wydawnictwami. Po prostu podobnie jak u Ciebie, ksiązki zalegają u mnie na stosach, a czasu na czytanie brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  51. Chyba nie będę zbytnio oryginalna, kiedy napiszę, że i mnie czasami nachodzi ochota rzucenia tego wszystkiego w kąt... Co prawda, nie mam mega wielkiego stosu egz. recenzyjnych, ale ten co jest i czeka... przeraża mnie, bo nie wiem, jak zorganizować czas, aby wszystko to przeczytać. Nie wiem jednak, czy zrezygnuję ze współpracy z wydawnictwami (na chwilę obecną raczej nie), wiem natomiast, że dobrze mi z ograniczeniem książek od wydawnictw - ograniczeniem, które sobie ostatnio narzuciłam. Staram się wybierać tylko to, co naprawdę mnie ciekawi, choć... bubel czasem niestety się trafi. Smuci mnie też to, że coraz mniej czasu poświęcam na czytanie tego, co naprawdę lubię... Może więc kiedyś i ja podejmę decyzję podobną do Twojej ;-)

    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  52. Joanno, wzięłaś sobie do serca moje słowa, chociaż Ciebie akurat nie dotyczyły :) W jednym masz jednak rację: mojego postrzegania sfery blogów książkowych nic nie zmieni :) Nie sądzę, żeby było krzywdzące dla ogółu blogi piszących: wielokrotnie w pisanych tu i ówdzie komentarzach podreślałam, że pewne katagorie zachowań blogerów są mi po prostu wstrętne, jednak nigdy nie twierdziłam, że dotyczy to każdej osoby działalność blogową uprawiającej. Fakt, grono wartościowych blogów jest, według mnie, bardzo wąskie, pozostałe z nich są zwyczajną sieczką, ale zawsze nazywam rzeczy właściwym ich imieniem i owijania w bawełnę nie cierpię :)
    Ad rem: cieszy mnie, kiedy w komentarzach pod Twoim wpisem czytam krzepiące wpisy, świadczące o tym, że bezrefleksyjne korzystanie z dobrodziejstw współpracy blogerów z Wydawnictwami nie jest normą.

    OdpowiedzUsuń
  53. Kalio, jak wielu moich przedmówców (czy w większości przedmówczyń) podziwiam Cię za odwagę w podjęciu tej bardzo ważnej dla Ciebie decyzji.
    Co do wielu wypowiedzi pod tym postem dotyczących młodych blogów. Sama założyłam swojego bloga niedawno, choć czytam już od wielu lat. Wynikało to z faktu, że nie wiedziałam nawet o tak bogatym blogowym świecie. Wystarczyło mi samo czytanie. Przypadkowo trafiłam na portal LC a w nim na blogi o książkach i po porostu wsiąkłam. Sprawia mi radość pisania opinii (bo nie nazwę ich recenzjami)o przeczytanych książkach. Lubię zastanawiać się nad kolejnym wpisem, nad swoimi wrażeniami, emocjami związanymi z lekturą.
    Od samego początku zetknęłam się z dyskusją na temat egzemplarzy recenzenckich (także czytałam Twoją wcześniejszą wypowiedź). Osobiście nie potępiałabym ślepo wszystkich recenzentów związanych z wydawnictwami. Wydaje mi się, że większość pisze swoje recenzje szczerze. Podziwiam recenzentów za ich umiejętności. Czy sama podjęłabym się takiej współpracy? Właściwie się nad tym nie zastanawiałam. Czasem przeglądając stosiki na blogach pomyślałam sobie, że miło by było otrzymywać darmowe egzemplarze. Kocham książki, lubię je nie tylko czytać, ale i otaczać się nimi. Stąd wiele moich nabytków.
    I jeszcze jedno. Byłaś jedną z pierwszych osób na LC, które zaczęłam obserwować, potem trafiłam tu do Ciebie. I lubię tu zaglądać, lubię czytać Twoje recenzje. Także dlatego, że są tak osobiste. Bo o to przede wszystkim chyba w tym blogowaniu chodzi.
    Życzę Ci wytrwałości w podjętej decyzji i jak ktoś już napisał - nie żałuj jej tylko czytaj dalej i pisz takie wspaniałe recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  55. Edith, Dominika, Elwika - wspomniałam o tym w komentarzu u Engi - próbowałam ograniczyć i stopniowo się odcinać, ale nie miałam aż tyle samozaparcia. Na mail z propozycją książek nie potrafiłam odpowiedzieć "nie", gdy przeglądałam opisy proponowanych książek, wydawały mi się na tyle godne uwagi, że...
    Podsumowując - decyzję ostrego cięcia traktuję jak wszywkę;)
    Tak, jestem nałogowcem

    Jabłuszko - zapraszam ponownie.

    Balbina - w takim razie jesteś chlubnym wyjątkiem.
    Cieszy mnie również to, gdy ktoś mówi otwarcie, że nie wie, czy podjąłby się współpracy, gdyby mu taką zaproponowano. Bo skazywanie z góry i odsądzanie od czci i wiary tego, co robią recenzenci, wg mnie jest jeszcze głupsze. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. I to jest ważne - wiesz, że jeśli ktoś zaproponuje Ci jakąś bardzo atrakcyjną książkę z Twojego ukochanego gatunku, to czy jesteś w stanie odmówić? Ja nie potrafiłam. Bo kocham książki. Aż doprowadziło mnie to do takiego właśnie stanu - książki mnie zasypały.

    OdpowiedzUsuń
  56. Rozumiem i szanuję Twoją decyzję.

    Ja swojego bloga założyłam stosunkowo niedawno, około roku temu. A właściwie założyłyśmy go, razem z siostrą. Nie zastanawiałyśmy się nad współpracą z wydawnictwami - ot, chciałyśmy po prostu zrobić coś razem, a od dłuższego czasu śledziłyśmy książkową blogosferę i stwierdziłyśmy, że warto by było być jej częścią. To miała być, i mam nadzieję że jest, pewna platforma do wymiany myśli zarówno między nami, jak i innymi. Nie umieszczałyśmy informacji, że chciałybyśmy nawiązać współpracę, i nie zabiegałyśmy o nią. Po jakimś czasie pojawiły się jednak pewne propozycje, i po zastanowieniu, na kilka książek się zdecydowałyśmy. Na kilka dosłownie, i bez zobowiązań, co do czasu czy formy recenzji. Nie żałujemy tego kroku, ale raczej nie będziemy zabiegać o dalszą współpracę. Nie chciałybyśmy czytać tylko i wyłącznie nowości, tyle jest przecież dobrych książek do przeczytania. Nie chciałybyśmy, żeby nas książki zasypały, choć rzeczywiście ciężko musi być się oprzeć. My tych propozycji miałyśmy kilka, wyobrażam więc sobie jak trudno musi być osobom, które współpracowały regularnie i otrzymywały dużo książek. Bo molowi książkowemu oprzeć się książce jest bardzo, bardzo trudno.

    Pamiętając wcześniejsze dyskusje dotyczące współpracy z wydawnictwami, chciałabym podkreślić, że moim zdaniem nie ma sensu ani odsądzać od czci i wiary tych, którzy podjęli się współpracy, ani hołubić tych, którzy tego nie robią. Jest miejsce na wszystko. Measure is treasure. A u ciebie Joanno, byłam i będę częstym gościem.

    OdpowiedzUsuń
  57. Grendella - no to ja podziwiam z kolei Twoją silną wolę. :)
    Cieszę się, że zachodzisz tu do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  58. Gratuluję podjęcia decyzji. Skoro kamień spadł Ci z serca, musiała być dobra :) 58 książek od wydawnictw? Mi by to zajęło ponad rok... Zrezygnowanie z książek 'za darmo' na pewno nie jest łatwe, ale też uważam, że lepszy spokój ducha i spokojne czytanie niż gonienie za terminami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Lilithin - ja to jeszcze nic, Enga więcej nałapała. Teraz we dwie będziemy się z tego rozliczać:)

    OdpowiedzUsuń
  60. Lilithin - no, faktycznie ja więcej złapałam, bo mam takie dobre układy, że dają bezterminowo, a przecież moja silna wola nie istnieje ;) Skromne 4 półki, nawet nie liczę, bo się załamię :/ Ale już powolutku, powolutku ograniczam przylatywanie nowych, będę się rozliczać ;)

    OdpowiedzUsuń
  61. Kalio - z mojego, jakże skromnego punktu widzenia - najważniejsze jest rzeczywiście czytanie dla przyjemności. Zawsze. Nie mogłabym zrezygnować z bibliotek choćby dlatego, że wydawnictwa lubią wysyłać nowe pozycje, a mnie ciągnie czasem do tych starszych, a nawet bardzo starych. Teraz mam na tapecie książkę, którą czytałam jeszcze w gimnazjum bodajże - miło było przypomnieć sobie stare czasy. Ramka ze współpracą pojawiła się na moim blogu szybko - bo pierwszą propozycję dostałam po dwóch tygodniach bodajże. Bardzo mnie to zdziwiło, nie sądziłam, że ktoś od razu obdarzy mnie takim zaufaniem - ale nie odmówiłam, bo kuszą mnie te nowe egzemplarze - budżet mam ograniczony, choć i tak nie zrezygnuję z kupowania książek ot tak, dla siebie. Bo to lubię. Wydawnictwo prosiło u umieszczenie w zakładce Współpraca, więc takową stworzyłam. Może rzeczywiście trzeba było poczekać, odmówić? Nie wiem, biję się teraz z myślami. Generalnie świeżynką się nie czułam, bo - jak Balbina - blogi podczytuję od długiego czasu. Twojego i Engi przeczytałam zresztą od deski do deski, od pierwszej do ostatniej recenzji ;) O, i jeszcze Futbolowej. Co do stylu recenzji: ja akurat Twój lubię. Entuzjastyczny? No, tak, ale przecież właśnie to czujemy po spotkaniu z dobrą książką - entuzjazm. Czy wszystko musi być stonowane, wyważone i obiektywne? Tak recenzuję czasem książki naukowe, ale w recenzjach beletrystyki szukam serca i pasji. Ty ją masz. Przez ten czas byłaś dla mnie wzorem, nadal jesteś - mam nadzieję, że to nie zabrzmi jak klasyczne słodzenie, czasem człowiek musi powiedzieć coś miłego, o. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  62. Podziwiam za odważną decyzję. Ja blogi o książkach odkryłam stosunkowo niedawno, zachwyciłam się, bo wreszcie znalazłam miejsce z różnymi, subiektywnymi opiniami nt. nowości wydawniczych. Teraz zanim kupię jakis tytuł, to szukam po blogach i czytam recenzje i dopiero decyduję się na zakup albo rezygnuję. Uważam, że zakładanie bloga tylko celem nawiązania współpracy z wydawnictwem albo jedynie celem nabijania sobie statystyk mija się z celem. Czytania jest pasją i takie powinno pozostać, nie chciałabym czuc się zmuszana do czytania, przerobiłam to na studiach i ja tak nie chcę. Prowadzę bloga dopiero od niedawna, bo raptem od marca, więc raczkuję raczej, nie mam na blogu informacji o współpracy.

    OdpowiedzUsuń
  63. Witam :-) Ja prowadzę bloga od prawie 3 lat. Pojawiają się na nim czasem książkowe recenzje, luźne myśli.
    Ale ja o recenzyjnych książkach chciałam...
    Mam dostęp do biblioteki UJ co równa się nieograniczonym możliwościom, nawet jeśli jakaś książka jest akurat zajęta, albo jeszcze jej nie ma, to na pewno się pojawi i będę ją mogła wypożyczyć. Do tego biblioteka wojewódzka - dużo słabsza, ale też można sporo znaleźć, plus osiedlowa - którą bardzo chwalę. dodatkowo książki pożyczane od znajomych, rodziny no i własne zakupy. Bo mnie cieszy, że mogę sobie iść i kupić książkę za własne, zarobione pieniądze. Czasem jako nagrodę czasem po prostu dla przyjemności. Cała masa możliwości czytania. Dla mnie - zupełnie wystarczająca.
    Nie czytam na akord, czytam dla przyjemności. To co lubię, choćby to było jakieś podłe czytadełko. Nikt mnie nie rozlicza, nie goni, nie wczytuje w moje czasem grafomańskie recenzje.
    Nie mam potrzeby posiadania, swoje książki chętnie wciskam innym, mówiąc że może oddać choćby za rok. Czytanie używanych książek, często dla niektórych nie do przejścia dla mnie jest przyjemnością.
    Nie napiszę że podziwiam, bo ja po prostu Cię Kalio rozumiem ;-)
    Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  64. niedopisanie - ale ja Cię doskonale rozumiem i nie bij się w pierś, tylko bierz, jeśli Ci to sprawia przyjemność. Ja po prostu nabrałam za dużo, przesadziłam i wszystko mnie przerosło:)

    Aneta - czytanie zawsze było dla mnie przyjemnością, tylko z czasem zrobiło się też frustrujące, ale już nie jest:)

    Kocie - ja oprócz tego wszystkiego, co Ty masz (czyli dobrze zaopatrzone biblioteki i znajomych z książkami), mam też zachłanną chęć posiadania książek.
    Uwielbiam patrzeć na swoje regały, przestawiać, ustawiać, zmieniać konstelacje - to dzięki recenzyjnym tyle książek mam. A teraz skończy się stały dopływ:(
    Ale to zostało też wkalkulowane w zyski i straty przed podjęciem decyzji:)

    OdpowiedzUsuń
  65. Kalio ;-) Mnie jest obojętne czy jest to książka z biblioteki, bo ja nie wracam potem do książek. Ale te co sobie kupię, czy dostanę w prezencie też lubię oglądać, przeglądać, dotykać i wąchać. Mnie np bardzo cieszy jak widzę książki u Ciebie czy u innych blogowych znajomych i sobie je potem zamówię w bibliotece UJ :-)
    Dobrego dnia, ja pożyczyłam od siostry mojego K "Nierządnicę" i ciekawa jej jestem bardzo, Twoją recenzję już czytałam

    OdpowiedzUsuń
  66. Wiesz, ja teraz zaczynam sobie pewne rzeczy uświadamiać - jednak człowiek całe życie się uczy, baba 41 lat, a jeszcze nie wszystko o sobie wie;) - otóż przy takiej ilości książek nieprzeczytanych posiadanych, pożyczonych i z biblioteki, to ja też już do nich nie wrócę:D I co? I nic, wciąż widok regałów cieszy.
    Nie wszystko potrafię racjonalnie uzasadnić, tej chęci posiadania właśnie nie.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wreszcie ktoś postawił sprawę jasno. Od dłuższego czasu obserwowałam na książkowych blogach ten wysyp chłamu. Niestety, tak to trzeba nazwać. W przeważającej ilości przypadków te recenzowane książki to jakiś siódmy sort wydawniczy.

    Piszecie, że blogerzy łapią się na to, bo "zachłanna chęć posiadania". Rozumiem, sama mam lekkiego hysia na tym punkcie, ale... ale szkoda by mi było MIEJSCA NA PÓŁCE (nie mówiąc o czasie na czytanie) na te wszystkie durne powieścidła. Z przykrością stwierdzałam chodząc po blogach, że rzadko kto pisze o ciekawych, dobrych, starych książkach. Że wszyscy czytają, pożal się Boże, nowości. Na szczęście PRAWIE wszyscy :)

    Mówię to z punktu widzenia jedynie czytelnika blogów (sama takiego nie prowadzę), który poszukuje w nich inspiracji do kolejnych lektur. Do ganiania za nimi po bibliotekach albo poszukiwań na allegro. Za czymś, co będzie warte przeczytania i za 30 lat.

    Gratuluję więc podjętej decyzji - zdobyłaś WOLNOŚĆ WYBORU... i kolejną czytelniczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  68. słuszna decyzja:) podpisuję się obiema rękami i nogami pod ostatnim akapitem. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  69. przewodnik - nie wszystkie nowości są złe tylko dlatego, że są nowościami. Stare książki też kiedyś były nowościami, wiesz?:) Nie wszystko w literaturze zostało powiedziane i ja chętnie będę nadal czytać nowości, tylko może ciut później niż dotychczas czytałam.
    Ale miło mi, że tu jesteś i zapraszam ponownie:)

    Mr lupa!!! Ty żyjesz!:)
    Odzywaj się częściej, studenciaku. :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Jejku! Co to się dzieje. Czyżby jedna decyzja o zerwaniu współpracy z wydawnictwami wzbudza aż tyle kontrowersji?

    W zasadzie wszystko już na ten temat napisałam u Engi, wiec chyba nie ma co się powtarzać.

    OdpowiedzUsuń
  71. Lena - nie nazwałabym tego kontrowersjami, raczej listami gratulacyjnymi.
    A u Engi czytałam:)

    OdpowiedzUsuń
  72. Kalio - no w sumie tak :) Aczkolwiek tego typu tematy wzbudzają nadzwyczajne aktywności bloggerów. Zaraz ktoś Wam jeszcze zarzuci chwyt marketingowy :P

    OdpowiedzUsuń
  73. Lena - mi osobiście już zarzucił:D Dostałam maila od anonimowej osoby z pytaniem - co chcę przez to osiągnąć. W odpowiedzi poradziłam, żeby osoba była czujna i pilnie obserwowała mojego bloga, hi hi:)))

    OdpowiedzUsuń
  74. Kalio - no proszę :) Czyli spóźniłam się :( A myślałam, że komuś pomysł podsune... A tym czasem okazało się, że jestem baaardzo do tyłu!

    OdpowiedzUsuń
  75. I ja uważam, że bardzo słusznie robisz. Nie mam nic przeciwko zamieszczaniu przez blogerów opinii o książkach, które dostali od wydawnictw, bo ufam, że oceniają szczerze. Jednak byłam zdziwiona, gdy wyczytałam gdzieś, że nie dostają pieniędzy za recenzje, że robią to tylko za egzemplarz, czyli właściwie darmo. Moim zdaniem to kompletna niewspółmierność świadczeń, ze stratą dla blogera oczywiście, bo daje swój czas, miejsce na blogu i zaufanie, jakie wypracował sobie u stałych czytelników, podczas gdy wydawnictwo tylko dodatkowo wyprodukowany egzemplarz, warty w sumie mniej niż w księgarni, bo odpadają koszty dystrybucji (ciekawe, czy autorowi płacą procent od takich rozdawanych egzemplarzy). Chociaż osoby, które nie mają kasy na nowości i mieszkają w małej miejscowości, gdzie nie ma porządnie zaopatrzonych bibliotek, mogą taką współpracę uznać za atrakcyjną. Z Twoich wpisów wynika, że Ty do nich nie należysz,
    Jak najbardziej rozumiem i podzielam chęć posiadania książek, sama mam ich wiele, w tym może jakieś 60 % nieprzeczytanych. Ale przecież „mieć” to nie znaczy „przeczytać”. Kazuo Ishiguro w wywiadzie dla Newsweeka powiedział:
    ”po sukcesie filmu po moje książki sięgnęli ci, którzy zazwyczaj nie czytają, czyli w dużej mierze Amerykanie. Co wcale nie znaczy, że „Okruchy” przeczytali, oni je kupili.”
    Przez te nieprzeczytane książki wzięłam to do siebie i głupio mi się zrobiło. W dodatku mam tak, że jak kupię i nie przeczytam od razu, to z czasem książka mi się opatrzy i nie jest już taka atrakcyjna. Dlatego jakiś czas temu pomyślałam, że może nie warto gromadzić ich na półce. I teraz jak wypatrzę coś, co mnie zaciekawi, to wrzucam do jednego ze schowków w internecie. Jeśli po miesiącu albo dłużej jeszcze mnie interesuje. to szukam po bibliotekach, a jak nie, to w schowku leży i kurzu na półkach nie zbiera. W ten sposób ograniczyłam trochę szał zakupowy, ale i tak do końca nie pozbyłam się tej manii posiadania, trochę nadal kupuję.
    Bloga prowadzę prawie rok i stwierdzam, że przede wszystkim ja mam z tego korzyść, bo pisanie opinii zmusza mnie do głębszego zastanowienia się nad tym, co przeczytałam i do ubrania odczuć w słowa. Myślę, że wiele z nas pisze bloga głównie dla siebie, a dopiero w drugiej kolejności dla kogoś, kto go czyta. Chociaż bynajmniej nie lekceważę tego, że ktoś może oprzeć się na mojej opinii i czuję pewną odpowiedzialność za to, co piszę. Czasem już po napisaniu notki dochodzę do wniosku, że wyszło coś innego, niż chciałam powiedzieć i muszę zaczynać od początku.
    A wracając do istoty Twojego posta: jak widać wyżej, wszyscy tu wpisani popieramy Cię i kibicujemy, abyś wytrwała w postanowieniu. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  76. Ewa - jesteś jedną z nielicznych osób, które rozumieją, że pisanie recenzji to przede wszystkim praca i większą korzyść z tego mają wydawnictwa, niż blogerzy:)
    Zaraz Cię poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  77. No właśnie, też się zdziwiłam, że ktoś widzący zyski wydawnictw, a nie blogerów się odnalazł tak nagle. I też poleciałam szukać bloga i później na bloga ;)

    Nie wiem skąd się bierze przekonanie, że książka za recenzję to łaska i przysługa wydawnictw :>

    OdpowiedzUsuń
  78. Kalio, jestem pewna, że rozumiesz, o co mi chodzi :)
    na pewno nie o to:
    - W poszukiwaniu króla. Opowieść o Inklingach
    - Dziewczyna, która pływała z delfinami
    - Hyperversum
    - Miasto Słońca
    - Miasto Upadłych Aniołów
    - Magia przeznaczenia
    - Eifelheim
    - Adamantowy Pałac
    - Pożeracz snów
    - Zwiastun burzy
    - Apsara
    Nic z tego nie przetrwa próby czasu. Więc chyba lepiej, że będziesz miała czas na coś ciekawszego :) tym chętniej będę wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
  79. Oooo! Szacuneczek! Ależ wypunktowałaś:)
    Nie będę Cię przekonywać, bo szczerze mówiąc, nie zależy mi aż tak bardzo na KAŻDYM odwiedzającym. Tak jak pisałam wyżej - to mój blog, moje książki, moje recenzje i naprawdę nie zmienię swojego gustu tylko dlatego, że komuś coś się wydaje.
    Wypisałaś akurat takie książki, które oceniłam wysoko, bo mi się autentycznie podobały. Czy będę miała czas na coś Twoim zdaniem lepszego, tego nie wiem, skoro te książki oceniasz nisko. A tak w ogóle - czytałaś, czy z góry skreślasz? Bo jeśli z góry, to nie mamy o czym dyskutować.
    Może jednak sobie daruj, szkoda Twojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  80. Sama notka to nic, komentarze to dopiero ciekawa lektura :)
    Życzę byś się dobrze czuła z tym postanowieniem i życzę wielu wspaniałych lektur. I dobrze rozumiem, że można się dusić pod nawałem książek recenzyjnych, mnie to uczucie dopadło natychmiast, czyli po kilku książkach i szybciutko się z tego otrząsnęłam, widać nie jestem aż takim nałogowcem jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Kalio składam Ci ogromne wyrazy podziwu ;) Swój blog prowadzę od 1,5 roku, a współpracuję z wydawnictwami może z 3,4 miesiące. Gdy zaczynałam tą przygodę nie myślałam, że w ogóle istnieje takie coś jak współpraca. Ja również z niechęcią patrzę na strony, w których blogerzy na samym wstępie tworzą zakładkę "Współpraca". Bez obrazy, ale trochę żal mi takich osób, bo tylko wypromują sobie nieciekawą opinię wśród innych blogerów. Co do osób negatywnie nastawionych do blogerów współpracujących z wydawnictwami to ja powiem jedno : przecież my sami wybieramy sobie książki, które chcemy przeczytać. Nikt nam niczego nie narzuca ( przynajmniej mi dotychczas się takie coś nie zdarzyło). Myślę, że Tobie trzeba teraz tylko życzyć wspaniałych lektur z domowej biblioteczki ;) I jeszcze raz przyznam, że strasznie Cię podziwiam ;D

    PS. Czytałam "W poszukiwaniu króla..." i to rewelacyjna pozycja. Sądzę, że twoja opinia na temat tej książki ( jak również innych recenzowanych dla wydawnictw) jest w 100% szczera ;d

    OdpowiedzUsuń
  82. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  83. Jak można krytykować kogoś za to, że recenzuje "kiepską książkę" zdaniem innych. Dla kogoś może być kiepska, a dla Ciebie cudowna. Również nie zawsze dotrzymuje terminów, każdy z nas ma swoje życie prywatne i zdarza się tak, że akurat nie ma czasu nawet podrapać się po przysłowiowym tyłku (tak jak ja ostatnio przez 2 miesiące), ale staram się nadrabiać. Mam nadzieję, że współpraca z wydawnictwami dała Tobie dużo radości. Życzę więc udanej lektury 58 książek i może kiedyś jeszcze powrócisz do współpracy, kto wie. Życie jest przewrotne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  84. A ja jeszcze powiem tak: proszę nie utożsamiać ilości z jakością. Pokutuje taki dziwny pogląd: jak blog istnieje krótko, a współpracuje, to jest fe! Mój blog także jest "młody", co nie oznacza, że współpraca jest jakimkolwiek naruszeniem z mojej strony. Liczy się jakość recenzji. Nie ilość.

    OdpowiedzUsuń
  85. Oleńka - ale proszę też zrozumieć stare wygi blogowe (tak, uważam się za taką wygę). Całymi latami budowałam to, co mam. Będę wypowiadała się tylko w swoim imieniu. więc powtórzę - całymi latami. Gdy po jakimś czasie zauważyło mnie jedno wydawnictwo, poczułam się wniebowzięta i mile zaskoczona, bo wtedy nie było takiej instytucji jak współpraca z wydawnictwami. Chyba wydawnictwa jeszcze nie dostrzegały tej mocy w blogach. To był inny klimat w ogóle, tego już w tej chwili nie ma.
    I gdy teraz widzę, że blog założony wczoraj swoją działalność zaczyna od zakładki "współpraca", a potem dostaję maile od młodych ludzi pytających, co zrobiłam, że mam takie statystyki/tyle komentarzy; pytających, jak wypromowałam swój blog i co oni mają robić, żeby podnieść swoje statystki i dostawać książki do recenzji - to co mam myśleć? Wiem, nie lubię generalizować. Ale tak właśnie myślę.
    I nie obraź się - może właśnie Ty jesteś cudownym dzieckiem, wyjątkiem potwierdzającym regułę - ale początkowe recenzje mogą być różne. Jedna jaskółka wiosny nie czyni.
    I widziałam blogi (nie Twój) z tekstami najeżonymi od błędów. Widziałam teksty "o mnie" pełne błędów. I pytam - co mam myśleć o wydawnictwie, które wysyła takim blogerom swoje książki? Między innymi dlatego też nie chcę już książek do recenzji.
    Kiedyś było inaczej. Tak, zabrzmiałam strasznie staro. Ale ja jestem stara w porównaniu z większością blogerów - mam 41 lat. I pewne rzeczy dostrzegam w trochę innym świetle.
    Czuję się teraz jak taka babcia na przyzbie, opowiadająca, jak to drzewiej bywało:D
    Nie chcę iść z duchem czasów. Wolę swój mały świat. Nie chcę się ścigać o statystyki i o książki do recenzji. To trudna, odpowiedzialna, niewdzięczna praca postrzegana przez wielu ludzi jako "nic", bo skoro ktoś ma łatwość pisania, to te książki są za darmo. Ja zawsze pytam - czy jeśli praca przychodzi komuś z łatwością, to znaczy, że jest mniej warta? To można jej nie szanować?
    Odbiegłam od tematu.
    Ale i tak - zostaję przy swoim. Jednakowoż Tobie życzę jak największej radości z prowadzenia bloga i wielu ciekawych książek do recenzji. Bo ja wiem, że to jest praca. Na dodatek niepłatna.

    OdpowiedzUsuń
  86. Przeczytałem całą dyskusję ze smutkiem. Ostatnio coraz rzadziej zaglądałem do recenzji książek publikowanych na blogach. Kiedyś było to dla mnie źródło, skąd czerpałem niezależne opinie. Ale już od długiego czasu skonstatowałem, że blogerzy dali się kupić wydawnictwom za, pożal się Boże, egzemplarze recenzenckie. Stracili świeżość spojrzenia, wiarygodność.

    Internet, blogi, to był kiedyś świat wolnych, niezależnych ludzi. A wy kim się staliście? Dz...ami, które za comiesięczną paczuszkę z wydawnictwa napiszą milutką recenzyjkę. Ta milutkość jest już nie do zniesienia. Niektórzy przytłoczeni paczkami blogerzy piszą już swoje recenzje szybkością karabinu maszynowego. Niektórzy kilka na tydzień. Co taka recenzja jest warta? Figę z makiem! Sprowadza się do przepisania streszczenia z okładki lub skrzydełek plus kilku oględnych zdań od siebie i gotowe. Oszukujecie ludzi.


    Blogi stały się przystawką dla wydawnictw. Wykorzystują was (piszę specjalnie z małej litery), a wy pękacie z dumy, bo "wydawnictwo ze mną współpracuje". He, he... Wydawnictwa toną w stertach niesprzedanych książek, bo przeliczyły się z rynkiem i wcisną egzemplarz każdemu, kto gotów jest książkę pogłaskać publicznie. Recenzje w gazetach kosztują (bo recenzenci tam to też dz..ki, ale przynajmniej zawodowe, a nie takie cichodajki), więc po co się wykosztowywać, jak pod bokiem jest gromadka, która z pocałowaniem ręki napisze, co im się zasugeruje. A książeczka na pamiątkę to przecież ochłap. Koszt jej druku to 5 zł, godzina pracy recenzenta to jakaś stówka, porządna recenzja zewnętrzna w wydawnictwie – kilkaset złotych. Sporo zostaje w kieszeni wydawcy.

    Ilu z was w ogóle nie przeczytało książki, którą "zrecenzowaliście", a jedynie przeleciało ją po łebkach, żeby wywiązać się wobec wydawnictwa, bo delikatnie naciska? Pewnie, że delikatnie, w świecie fałszu nie wypada jasno powiedzieć: "Pochwal w końcu tę książkę, bo słabo nam idzie sprzedaż, każdy klient, którego przekonasz, się przyda. A jak ci się nie chce, to dziękujemy, więcej paczuszek nie będzie. Młodzi blogerzy aż się proszą o współpracę, nam obojętne, do kogo zaadresujemy przesyłkę".

    Ilu z was przeczytawszy książkę, pomyślało "Ale chłam!", a jednak napisało kolejna milutką recenzyjkę.

    Jesteście żałośni. Naprawdę nie stać was na kupno jednej książki tygodniowo, żeby ją uczciwie przeczytać i uczciwie zrecenzować? Nie stać was nawet na bilet na tramwaj, żeby udać się do biblioteki i książkę pożyczyć? Świat się nie zawali bez waszych recenzji, ale murszeje, gdy zapełniacie go swoim powierzchownym bełkotem.

    Życzę wam, żeby zawaliły się w waszych pokojach półki zapełnione książkami z owych sławnych paczuszek i stosików. Niech runie to wam wszystko na łeb. Może w końcu otrzeźwiejecie i przypomnicie sobie o własnej godności.

    Pani Joanno, podziwiam Panią.

    OdpowiedzUsuń
  87. Andrzejkar - naprawdę nie wiem, za co pan mnie podziwia. Może jednak niech pan przeczyta dokładnie moją notkę - jeszcze raz, dużo wolniej i ze zrozumieniem.

    Nie będę więc drugi raz powtarzać tego, co myślę o recenzowaniu książek od wydawnictw.

    W odpowiedzi na pańskie pytania - tak, nie stać mnie na kupno książek. Zwyczajnie nie mam pieniędzy - takie życie. Do biblioteki mam bardzo daleko, a u mnie na wiosce czerwoniaki nie kursują, na benzynę pieniędzy maławo, więc ratowałam się tymi wydawnictwami. No, biedna jestem.

    A półki może mi się na łeb zawalą, ale mam nadzieję, że nie otrzeźwieję i nadal będę czytać. Bo dzięki temu zrozumiałam jedną bardzo ważną rzecz - nie oceniam innych. Staram się w żaden sposób nie obrażać ludzi, nawet gdy nie pochwalam ich sposobu zdobywania książek. Nawet, gdy mi wstyd, że nowe blogi powstają tylko dla zdobycia książek. Wciąż wierzę, że wśród tego tłumu jest kilka osób, które piszą o książkach z czystej do nich miłości.
    Bo nie wiem, jakie powody mogą mieć ludzie chcący zdobyć egzemplarze do recenzji. Są różne sytuacje życiowe, a ja nie jestem na tyle arogancka i butna, żeby rościć sobie prawo do znajomości ich wszystkich.

    A zatem - pozostając w swoim zawalonym książkami pokoju - pozdrawiam. Nie wiem, czy dziękować panu za ten komentarz, chyba nie, bo on był też o mnie - do 1 lipca brałam książki do recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  88. Joasiu myślę podobnie jak Ty. Ja również uważam, że to ciężka praca i w dodatku darmowa. Jak zakładałam bloga 3 lata temu ( w grudniu minie) to byłam podekscytowana, istniało wówczas parę takich blogów czytelniczych. Dziś jest MASA i niekoniecznie dobrych. Od jakiegoś czasu ograniczyłam współpracę z wydawnictwami. wynika to nie tylko z tego, że jestem w 8 miesiącu ciąży, ale zdałam sobie sprawę, że zaczęłam działać jak maszyna. Po za tym liczą się też inne rzeczy. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  89. Muszę przyznać, że jestem bardzo młodą blogerką, piszę od 4 miesięcy. Przez ponad trzy miesiące w ogóle nie wiedziałam o co chodzi z tymi podziękowaniami. Kiedy w końcu mnie olśniło, napisałam do kilku wydawnictw z propozycją, odezwało się jedno - i przyznam, że już teraz mam nadzieję, że moja współpraca na tym polu będzie wąska, bo faktycznie presja i poczucie obowiązku przytłaczają. Dostałam też maila od pewnego znanego wyd. z umową i zbladłam, kiedy zobaczyłam wymagania... Faktycznie, jak widzę u ludzi po kilkanaście wydawnictw współpracujących, jestem trochę zaszokowana, ale cóż. Jestem dzieckiem biblioteki, tego będę się przede wszystkim trzymać:) Twoja decyzja jest odważna i chwała Bogu, że odzyskasz radość czytania, dla samej siebie, dla własnej przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
  90. Avo - jestem bardzo ciekawa tej umowy:)
    Wydaje mi się, że wydawnictwa chyba zapomniały, kto tu komu robi przysługę tak naprawdę. Oni mają darmową reklamę, a bloger? Egzemplarz często wątpliwej jakości powieści.

    OdpowiedzUsuń
  91. Heh, zdziwiłabyś się - dodawanie komentarzy na kilkunastu portalach, otwieranie grup dyskusyjnych, tworzenie profili... i to dla każdej książki+ebooki, więc w miesiącu po prostu musiałabym siedzieć tylko nad tym! Do tego nie trzeba mieć bloga - można go założyć dla potrzeb wydawnictwa...

    OdpowiedzUsuń
  92. Co??? No rzeczywiście, ale pojechali. Już widzę te tłumy recenzentów dobijających się do nich po książki. To teraz będę obserwowała, dla książek którego wydawnictwa nagle zaczną powstawać dyskusje na forach i profile - czyje? - postaci z książek? Ale jaja...

    OdpowiedzUsuń
  93. Nic dodać, nic ująć. Myślę, że wydawnictwo dopiero od jakiegoś czasu wprowadziło tę umowę. I wyobraź sobie, że na maila nie odpisuje ci "żywa osoba", ale autoresponder, gdzie dostajesz obszernego maila od razu z umową. Wystarczy wydrukować, podpisać i odesłać. I już - współpraca gotowa. Ehhh...

    OdpowiedzUsuń
  94. Ręce mi opadły... Ale z drugiej strony odczuwam dziką satysfakcję na myśl, ze w porę zrezygnowałam z tego cyrku. chociaż nie wiem, o jakim wydawnictwie piszesz i z wieloma miałam bardzo pozytywne kontakty i ogólnie nie narzekałam, to jednak gdybym dostała coś takiego, to nie wiem, jak bym zareagowała. Pierwszy był Prószyński, z tego co pamiętam, z jakąś umową wyskoczył. Nie weszłam w to i nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  95. Powiem ci szczerze, że ja też zastanawiałam się, czy nie zatracę się w tym wszystkim, bo teraz są wakacje i mam mniej zajęć - ale od września zacznie się masakra, wobec czego myślę, że pozostanę przy jednym wydawnictwie. Całe szczęście, dopiero weszłam na tę drogę i jeszcze żadnej książki nie dostałam, więc nic takiego się nie wydarzyło.
    Dla mnie jest jedno, piękne, niepowtarzalne uczucie. Wchodzenie do biblioteki. Uwielbiam ten moment, kiedy ogarnia mnie błogi spokój i cisza. Siadam między regałami (są tam taborety) i czasem nawet godzinę wybieram książki. One mnie czasem wołają z półek, proszą. Mogę dotknąć, powąchać i co tylko chcę (tylko nie lizać, bo to niesmaczne :P). Ponad to, moje mieszkanie ma 16m kw., więc nie ma opcji, bym dostawała wielkie ilości książek - i tak musiałabym je oddać, może właśnie bibliotece. Szkoda, że ty masz do biblioteki daleko, ale zawsze można zrobić na blogu jakąś "wielką wymianę książek" ;)))

    OdpowiedzUsuń
  96. Avo - hihi, z tym "daleko do biblioteki" to ja specjalnie tak napisałam w odpowiedzi na tamten wredny komentarz:)
    Prawda jest taka, że jeżdżę samochodem i mogę brać z biblioteki całe naręcza, jeśli zechcę. Zaczęłam prowadzić biblioteczny blog, więc i tak mam częsty kontakt i dużą swobodę. Tylko że w domu mam całe stosy własnych nieprzeczytanych, to na razie mniej wypożyczam. Chociaż we wtorek nie mogłam się oprzeć i zaszłam do biblioteki wojewódzkiej w Olsztynie. No i 4 wzięłam. Widać je w zakładkach u góry "Moje nieprzeczytane (albumy z książkami). Ja nie robię stosików na blogu, bo mi się nie chce pstrykać zdjęć, potem ich przerzucać, przycinać, robić notki. Wklejam okładki do albumu picassaweb i już. Tak jest szybciej, zapraszam do obejrzenia. Są tam też inne albumy. Można oglądać, komentować i w ogóle:)
    Masz rację - klimat biblioteki jest niepowtarzalny.
    A wymiana już jest - podstrona "wymienię" jest wciąż aktualizowana i zawsze aktywna, na wszystkie maile odpowiadam.

    OdpowiedzUsuń
  97. Ufff, to całe szczęście :) Jak mam bibliotekę pod nosem, niesamowicie dobrze zaopatrzoną, więc jest super. W rodzinnym mieście, to w ogóle mam bibliotekę, w której się wychowałam, mnóstwo przyjaciół i w ogóle.
    A tamten komentarz był wredny, ale to jakiś sfrustrowany Pan, więc nie ma się co przejmować. Dla niego i tak jesteśmy "żałośni" :P

    OdpowiedzUsuń
  98. Wow, zajrzałam do stosików... Jak to ogarniesz, medal dostaniesz :P

    OdpowiedzUsuń
  99. Ja muszę stanąć w obronie niektórych młodych blogerów, sama mam blog od miesiąca! Wszak nie współpracuję na blogu z wydawnictwami, ale nie uważam, żeby to było coś złego. Mimo że bloga mam krótko, to recenzje piszę od dawna dla kilku portali, tak więc czasem nie widzę przeszkód w nawiązywaniu współpracy z wydawnictwami, a pamiętajcie, że nie każdego stać na kupowanie książek, a np. z bibliotek i przez pożyczki nie cierpię "posiadać" książek, bo niestety uwielbiam je po prostu mieć. Uważam, że każdy ma prawo założyć bloga i żadna idea wymiany myśli przez to nie upada, proste: nie chcesz nie czytasz niektórych blogów lub też czytasz tylko te, które chcesz... nie rozumiem trochę problemu.

    OdpowiedzUsuń
  100. @Andrzejkar - Mów za siebie, być może sam jesteś dzi**ą bądź cichodajką! ale ja sobie wypraszam, nigdy nie recenzuje książek na zlecenie i jeśli przez to wydawnictwo nie chce ze mną współpracować to mnie to ryba... jak można tak bezczelnie obrażać i wrzucać do jednego wora wszystkich blogerów i wszystkich recenzentów... A pisanie kilku recenzji tygodniowo? ni wiem jak można tego dokonać, gdyż nie wyobrażam sobie żeby tygodniowo można było przeczytać kilka książek, a co z tego, że ktoś pisze dużo recenzji? jeśli ma lekkie pióro i łatwość pisania? phi, też mi wypowiedź godna człowieka na poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  101. Fuzja - nie krytykowałam i nie krytykuję nadal recenzowania książek dla wydawnictw.
    To, że ja z tego zrezygnowałam po dwóch latach zostało pokierowane - zresztą, wszystko jest w notce:)
    Młodzi blogerzy kiedyś będą starzy. Ja też od czegoś zaczynałam. Jednak nie od wstawienia zakładki o współpracy i zaproszeń do wydawnictw.
    Teraz, po dwóch miesiącach od tamtej notki i po wysłuchaniu wielu głosów dochodzę do wniosku, że to wydawnictwa same psują ludzi. Blog powstał wczoraj, dziś pojawiło się zaproszenie, a za tydzień mamy radosną nowinę - nawiązanie współpracy z kilkoma wydawnictwami. Wiadomo, że każdy początkujący bloger z tego skorzysta. Dziwię się po prostu przedstawicielom wydawnictw, że tak bezmyślnie łapią każdego blogera, bez przejrzenia jego opinii, bez sprawdzenia poziomu pisania. Ok, to decyzja kogoś od piaru. Ja podjęłam własną - nie chcę w tym być, bo zobacz, co się robi - blogerzy zaczynają być postrzegani jako sprzedajne ekhm na żołdzie wydawnictw.
    Wiem, ta opinia jest krzywdząca i dobrze pokazuje, że ludzie tak naprawdę nie mają pojęcia, na czym polega ta współpraca. Ja mam to pojęcie.
    I wiem też, że nie każde wydawnictwo jest fajne wobec swoich blogerów. Ty też to wiesz. Są przedstawiciele sympatyczni, ale są i tacy, co myślą, że robią nam wielką łaskę.
    A ja po prostu miałam dość całokształtu.
    Uwierz mi, od 1 lipca mam zupełnie inny komfort czytania.
    Co nie znaczy, że nie szanuję recenzji innych ludzi. Mam swoje wybrane blogi, którym jestem wierna.
    I tu zahaczamy o inny temat - jak młody ma się w tym tłumie wybić? Nijak. Na wszystko potrzeba czasu. Ja też zaczynałam od tego, że nikt mnie nie znał. Przez lata zebrałam swoje grono blogowych znajomych, niektórzy mówią na to kółko wzajemnej adoracji. Być może. Ale tak to już jest na tym świecie, że odwiedzamy tych, których lubimy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  102. Witaj, trafiłam tutaj przez przypadek, ale musiałam napisać komentarz, bo...
    podziwiam twoją szczerość, a w dzisiejszych czasach nie wielu ludzi na nią stać.
    A także dlatego że może gdyby było więcej takich właśnie żywiołowych, szczerych i entuzjastycznych recenzji, może częściej bym je czytała.

    Ja osobiście nie znoszę recenzji. Są nudne, długie, narzucają punkt widzenia. Nastawiają mnie zanim nawet sięgnę po książkę. Lubię sama sobie wyrobić opinię. Nawet jeśli w rezultacie jestem rozczarowana.
    Ja zwyczajnie ograniczam się do przeczytania opisu książki - ebooka, jeśli taki istnieje.

    Widząc jak wielu ludzi sugeruje się recenzjami, jestem trochę przerażona, tym jaka będzie reakcja na moje opowiadania i ebooki, które mam zamiar nie długo wydać.

    Mam nadzieję że jeśli ktoś będzie je recenzował, to będzie to osoba tak rzetelna jak ty.

    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń

Od 23 marca 2012 wyrzucam komentarze zawierające jakąkolwiek reklamę.
Usuwam też WSZYSTKIE ANONIMOWE komentarze, te pozytywne też.
Zachęcam do klikania w ankietkę pod postem.
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy wyraźnie obraźliwych. Bez zbędnych dyskusji.

może przeczytasz i to?

Related Posts with Thumbnails