Chodzi o książkę "Rozgrywka Cienia" Tada Williamsa. Jest to drugi tom, o pierwszym pisałam w lipcu, zachwycona wolnością od egzemplarzy recenzenckich i z rozkoszą nurzająca się w dawno czekających na przeczytanie własnych cegiełkach.
Wzięłam więc tydzień temu Rozgrywkę Cienia i czytam. I czytam. I czytam.
I jeszcze zostało mi tak ok. 1/4.
Nie to, żeby książka była całkiem nudna, bo nie jest. Ale pierwszy tom był lepszy - to po pierwsze, akcja była bardziej dynamiczna. Czyli czytało się szybciej. Teraz czyta się wolniej.
A po drugie - zbiegły mi się okoliczności rodzinne, które skutecznie zakłócają moją wolność czytania. Cóż, czasami rodzina musi być przed książkami i pewnych rzeczy nie przeskoczę;)
A żeby było śmieszniej, zaraz po Rozgrywce chcę wziąć trzeci tom czyli "Powrót Cienia" - wcale nie mniejszą cegłę. No, może troszkę. Ale niedużo mniejszą. Więc być może znowu utknę. Albo nie utknę, wszak czytam, prawda, proces postępuje, tylko wolno. A okoliczności rodzinne trwają:)

Ja też tak czasem mam - może nie trafiłaś w czas z książką. A rodzina ma swoje prawa :) Ja dziś mam zebranie w szkole, jutro też...
OdpowiedzUsuńJa zauważyłem pewną zależność (u siebie). Kiedy czytam dobrą książkę, a kolejna jest chociaż ciut słabsza to nie zostawiam na niej "suchej nitki".
OdpowiedzUsuńoj, chyba źle się wyraziłam - książka jest dobra, ciut słabsza od pierwszego tomu, ale gdyby mi się całkiem nie podobała, to przecież nie planowałabym czytać kolejnego tomu:)
OdpowiedzUsuńPodobnie marne postępy (ale wciąż postępy) mam z Dickiem - Jakoś nie mogę dobrnąć do końca, choć do opasłych książka się nie zalicza. Co najzabawniejsze i u mnie "okoliczności rodzinne" (pewnie inne niż Twoje, ale okoliczności to okoliczności) nie pozwalają na szybsze zakończenie przygody z tą książką...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Serdecznie :)
bądź dzielna, dasz radę:)
OdpowiedzUsuńJa tak samo mam od września jakoś... czytam Martina za Martinem i świetnie się czyta, naprawdę bardzo mi się podoba, tylko postępu nie widać. Zwłaszcza, że od października mam coraz mniej czasu na czytanie.
OdpowiedzUsuńNawet między jednym, a drugim tomem wzięłam sobie jakąś inną książkę do czytania(krótszą), żeby się podbudować, że jednak coś czytam, ale i tak szybko powróciłam do Martina :P
I jeszcze tak miałam jak czytałam Williamsa "Pamięć Smutek i Cierń" - fajnie się czytało, tylko Boże, jak wolno :)
btw. bardzo ładnie się tu zrobiło :)
Mi długo zajęło czytanie "Pałacu kobiet", którą oceniałam na rewelacyjną. Nie zmienia to faktu, że przez brak czasu czytałam ją długo i często odkładałam.
OdpowiedzUsuńNie wiem, co rzec, bo książki nie znam, a z Twojego opisu wynika tylko, że jest mniej dynamiczna od części pierwszej. Hmm - bywa.
OdpowiedzUsuńMasz też tak (jak ja), że jak już zaczęłaś czytać jakąś serię, to czujesz powinność doczytania jej do końca...? :)
Czasami tak bywa. Mnie też okoliczności zdrowotne na pewien czas spowolniły (nawet dość długi). Teraz tempo czytania mam znacznie wolniejsze, często się rozkojarzam wracając do słów, które padły w gabinecie lekarskim. A myślałam, że ucieknę w świat książki od problemów. Wierzę w Ciebie, pochłonęłaś większe cegły. Życzę szybkiego powrotu do normalnego trybu życia, by wszystko się uspokoiło, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńO, widzę, że nie jestem sama na tej planecie:)
OdpowiedzUsuńNo więc nie, nie czuję w sobie potrzeby doczytywania serii czy cyklu do końca, ale ten akurat planuję doczytać, bo jest naprawdę niezły. Tylko w tak niefortunnym czasie mi się trafił. Jednakowoż na pewno przeczytam.
Mad - Twoje słowa zabrzmiały niepokojąco. Życzę zdrowia i żebyś już nie musiała myśleć o nim.
A ja właśnie odwrotnie - jak już coś zaczynam, muszę skończyć. Czasem mnie to męczy, ale o wiele gorzej się czuję, gdy przerwę w połowie.
OdpowiedzUsuńJakiś czas temu czytałam pierwszy tom "Księga Sandry" - nudne to było i bez polotu. Nie chce mi się tracić czasu na kontynuacje. Chociaż zazwyczaj jestem wielbicielką tasiemcowych książek i raczej doczytuję wiernie:)
OdpowiedzUsuńTo się zgrałyśmy, bo ja też właśnie czytam "Rozgrywkę cienia" :) Mi się podoba, ale rzeczywiście jest inna niż pierwsza część. Ja ją określam, jako "fantasy drogi", bo oni wszyscy ciągle w jakiejś podróży są... Jest mniej dynamicznie, ale nie czuję znużenia, lubię te wszystkie opisy Williamsa :)
OdpowiedzUsuńWilliamsa pokochałam za "Inny świat". Spróbuj kiedyś, może Ci się spodoba.
OdpowiedzUsuńGrendella - uważaj, bo jednak dziś skończę, więc porównamy opinie:)
OdpowiedzUsuńJa znużenia też już nie czuję. Jakiś kryzys musiałam mieć.
Agnes - spróbuję.:)