tytuł oryginału: Dune: The Butlerian Jihad
1 tom cyklu Legendy Diuny
seria wydawnicza: Diuna
oprawa twarda
liczba stron: 696
Jak nazwa cyklu wskazuje, jest to sam początek historii, chociaż już w prologu powiedziano, że żadna historia nie ma swojego początku, zawsze można cofnąć się jeszcze bardziej. Ale mimo wszystko uznajmy, że jest to prahistoria Diuny. Początki rodów, geneza światów w takiej postaci, w jakiej poznajemy je w Diunie.
Dużą liczbę planet opanowały inteligentne maszyny. Między innymi Ziemię. Jeden wielki wszechumysł o imieniu Omnius panuje nad Zsynchronizowanymi Światami. Pod jego władzą są planety, na których żyją liczni niewolnicy. Nie są oni niezbędni maszynom, ale wykonują sporo pracy. Tu niestety zastanawiałam się, po co właściwie Omniusowi ludzie, z których miał więcej kłopotów niż pożytku. Nieprzewidywalni, niezdyscyplinowani, niewydajni, potrzebujący pożywienia... No naprawdę nie wiem. Tu widzę dużą niekonsekwencję.
Na drugim biegunie światów znajdziemy Ligę Szlachetnych czyli planety zamieszkane i rządzone przez ludzi. I jak to z ludźmi bywa - pełne konfliktów, na szczęście potrafiących się zjednoczyć w obliczu wspólnego wroga, jakim są Zsynchronizowane Światy. Są jeszcze Niezrzeszone Planety, czyli takie, które nie chcą należeć do Ligi. I do nich właśnie należy Arrakis, jeszcze nikomu nieznana Diuna. O melanżu też jeszcze nikt nie wie, dopiero pierwszy przedsiębiorczy biznesmen zastanawia się, czy warto inwestować w te odległości na kraniec wszechświata.
Ogólnie jest to powieść o początkach - jak powstały dryfy, tarcze, skąd się wzięły rody Harkonnenów i Atrydów. O Corrinach jeszcze nikt nie słyszał. Salusa Secundus to główna planeta Ligi - najpiękniejsza i najlepiej zarządzana.
Książkę pochłonęłam, bo rzeczywiście pełno w niej akcji, wiele prawd egzystencjalnych, pytań filozoficznych. Pod sam koniec nieco zbyt pompatycznie jak na mój gust, ale nie ma się co dziwić, w końcu chodzi o przetrwanie gatunku ludzkiego. Myślę, że wielbiciele Diuny będą zadowoleni z lektury, a kto nie lubi fantastyki, ten może sobie darować lekturę Dżihadu Butleriańskiego. Można też czytać niezależnie od Diuny.

Kiedy ja po tę książkę sięgnę - nie wiem. Ale zrobię to na pewno :)
OdpowiedzUsuńRecenzji nie czytałem, bo lektura przede mną, ale tempo masz imponujące:P Widzę, że jeszcze góra dwa tygodnie i będzie pozamiatane:D
OdpowiedzUsuńImmora - ja się już nie waham i bardzo się cieszę, że zaczęłam czytać ten cykl.
OdpowiedzUsuńZWL - bez fanatyzmu, proszę. Tylko to, że mogę czytać do upojenia, łagodzi moją chorobę. Ale dwa tygodnie na 13 tomów to stanowcza przesada:) Daj mi ze trzy!
Znaj mój gest, dorzucę Ci ten tydzień, a co:))
OdpowiedzUsuńufff, co za ulga;)
OdpowiedzUsuń