format: epub
wielkość: 865 kb
Dziś zobaczyłam na grupie FB "porozmawiajmy o ebookach" ogłoszenie Anny Klejzerowicz. Weszłam, zobaczyłam, że utwór tani, a nazwisko autorki nie było mi całkiem obce - gdzieś już je widziałam, gdzieś coś mi przemknęło - pomyślałam, że nie jest debiutantką, to wezmę. 1,99 zł nie jest to wydadetk wielki, ryzyko zatem praktycznie żadne, nawet jeśli mi się nie spodoba, a idea wspierania autorów wydających ebooki szczytna, co mi tam - kupiłam.
Pomysł na historię miłości studenckiej z nieprzewidywalną pointą - za treść piątka. Co prawda był taki moment, który wywołał uśmiech na mojej twarzy, gdy przeczytałam, że chłopak i dziewczyna wypili w jakimś pubie po cztery piwa. Ot tak, w czwartek, jutro zajęcia, co to jest! Eh, inny świat. Ja naprawdę się starzeję. Gdy ja studiowałam, alkohol był, owszem, studenci nie byli święci, ale w powszedni dzień? Cztery piwa?! Matko! No nic, ja się może zwyczajnie nie znam i niedzisiejsza jestem. Czyli powtarzam - jeśli ktoś lubi opowiadania, to nie jest złe. Daje do myślenia. Zwraca uwagę na samotnych, nieśmiałych, niedopasowanych ludzi zagubionych wśród hałaśliwej, roześmianej młodzieży.
Niestety, muszę napisać coś, czego nie lubię. Otóż stoję od dawna na stanowisku i wciąż nie widzę podstaw, żeby to stanowisko zmienić, że autor nie może być korektorem i redaktorem swoich utworów. Jeśli korektę i redakcję "Marty" autorka robiła osobiście, to nie dziwię się, że przeoczyła tyle błędów. Jest związana z własnym "dzieckiem" emocjonalnie i je kocha i jak każda normalna matka, nie widzi jego błędów i potknięć. Jeśli natomiast robił te rzeczy ktoś obcy i jeszcze wziął za to pieniądze, to autorka powinna natychmiast zmienić korektora. Nie było strony bez błędu. Nie będę tu wymieniać ani ich rodzajów ani tym bardziej pokazywać, co było źle, bo nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że self publishing bez pomocy z zewnątrz, profesjonalnej pomocy, a nie jakieś tam przyjacielskie "rzucenie okiem" na utwór, to nie jest dobry pomysł na publikację.
Czyli wychodzi na to, że żeby wydać książkę, trzeba w nią zainwestować bez gwarancji zwrotu nakładów? Cóż, życie jest ciężkie.

Joasiu, ale weź pod uwagę, że często piątki są po prostu wolne, bez zajęć, sporo moich znajomych zaczyna weekend już w czwartek po południu ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeNatomiast o self-publishing wypowiadać się nie będę, już dostałam za to po głowie, to mi starczy ;D
Kalio - jakbyś moje zdanie powiedziała, i a propos korekty/redakcji robionej przez autora, i a propos profesjonalnego podejścia do samopublikowania. Nie wiem skąd to hurra do wydawania samemu e-booków pełnych błędów różnorakich. Nie mają tacy autorzy naprawdę pojęcia, że wydają bubla? I nie piszę teraz o tym konkretnym opowiadaniu, ale o zjawisku, które coraz intensywniej wpada mi w oczy. Ja zwyczajnie bym się wstydziła wydać coś, czego nie skorygował profesjonalista. No, ale jak widać, niestety łatwość wydawania często przyćmiewa jakość.
OdpowiedzUsuń na zawszeUfff... Wypłakałam się, to mogę teraz pójść poczytać ;)
A, żeby była jasność: nie pisałam tylko o e-bookach, bo nie tylko e-booki pojawiają się jako samopublikacje. Pisałam też o tzw. książkach papierowych, które niestety są tak samo kiepsko wydawane, jak to opisałaś wyżej.
OdpowiedzUsuń na zawszeIza - ale oni w piątek spotkali się na zajęciach:) Wiem, studiowałam, to wiem, jak wygląda tydzień studencki, a już zwłaszcza na piątym roku. Ale tu tak nie było.
OdpowiedzUsuń na zawszeIza i Aga - ja na temat self publishingu mam zdanie wyrobione. A podnoszenie ceny ebooka od razu po zrobieniu profesjonalnej korekty też nie jest fajne. Bo wtedy kto kupi debiutanta, co się zbyt wysoko ceni?
Naprawdę uważam, że publikowanie własnych utworów to hobby dla bogatych. I żeby źle to nie zabrzmiało, nie piszę teraz o Kostrzewie - ale najgorzej, jak kogoś talent dusi i musi, bo się udusi, a potem płacz i zgrzytanie zębów. Ktoś chlapnął, że śpiewać każdy może, to i pisać każdy może. No niech tam. Na szczęście ja nie muszę wszystkiego kupować. I czytać.
Ale podkreślam - w p. Kostrzewie widzę ogromny potencjał. Rokuje. Dobrze byłoby, gdyby znalazła jakiegoś mecenasa vel sponsora.
Ach, przepraszam, mój błąd, chciałam trochę wylać swój żal za te piątki, bo właściwie od początku pierwszego roku ciągle coś w ten piątek mamy i ja się skręcam z zazdrości, że reszta znajomych ma ten weekend na ogół przedłużony, a ja muszę drałować ;) To znaczy musieć nie muszę, ale miło byłoby się od czasu do czasu pokazać, żeby mnie potem na egzaminie nie pytali czy na pewno jestem stąd ;D A wracając do tych piw to w zasadzie zajęcia na następny dzień też przecież nie są dużym problemem, jak się ma np. wykład na 11 czy 12 ;D
OdpowiedzUsuń na zawszeIza, Ty mnie nie denerwuj:))) Chciałam ogródkami, ale powiem wprost - dziś dla mnie cztery piwa nawet w sobotę to byłaby masakra! Miałabym kaca jak stąd do Wrocławia! Na 12 bym się nie zwlokła.
OdpowiedzUsuń na zawszeAle powtarzam - ja niedzisiejsza jestem i w ogóle mało trunkowa, to pewnie dlatego tam mi się to w oczy rzuciło:)
Hahaha, no ja wiem :D Ja miałabym to samo, klapałabym językiem o podłogę i w ogóle :D Ale wiem, że różni ludzie mają różną eee... "odporność"? :D Niektórzy to i 8 w siebie wleją, a na drugi dzień są rześcy :D
OdpowiedzUsuń na zawszeWedług mnie to nie jest powód do dumy, ale przecież to co napisałaś - różni są ludzie.
OdpowiedzUsuń na zawszeOtóż to, niech każdy pije co chce i ile chce, a ja pieniądze za te cztery piwa to wolę wydać na nową książkę i co tu zrobić :D
OdpowiedzUsuń na zawszeO proszę, a jak ja napisałem coś podobnego (o konieczności profesjonalnego przygotowania publikacji), to niemal zostałem zlinczowany jako zawistnik rzucający kłody pod nogi jednostkom bardziej twórczym:P Niestety siedzę w biznesie wydawniczym od kilkunastu lat i po prostu wiem, jak to powinno wyglądać, w przeciwieństwie do wielu autorów zachłystujących się nowymi technologiami.
OdpowiedzUsuń na zawszeA cztery piwa na damską głowę, nawet w weekend - to ja kapelusza uchylam:) Chociaż może dzisiejsza młodzież odporniejsza, albo piwo słabsze:P
Iza - ja też, ale to są życiowe priorytety i podejrzewam, że każdy ma inne;)
OdpowiedzUsuń na zawszeZWL - kurcze, jak ja widzę, że piszę źle o książce, bo zazdroszczę, to mnie śmiech pusty ogrania. Nie mam aspiracji do bycia pisarką. Nie chcę i nigdy nie chciałam niczego napisać i wydać. Nie mam talentu i nie boję się tego powiedzieć głośno. Natomiast umiem docenić to, co dobre i wiem, gdzie są błędy. Bo mimo że jestem ogólnie pogardzaną "polonistką z podstawówki", to jednak coś tam o poprawności językowej wiem. Nie jestem alfą i omegą, sama czasem byka walnę, jestem tylko człowiekiem, ale... No właśnie. Tak można do rana.
Nowe technologie popieram jak najbardziej i w tej chwili na przykład przedkładam ebooki nad książki papierowe, bo cenię najbardziej treść, a nie szelest czy zapach tudzież ciężar w dłoni, a miejsca na półce już nie mam, ale nawet ebooki muszą być profesjonalnie przygotowane pod każdym względem, a nie radośnie publikowane ot tak. Okazuje się zatem, że pisać nie każdy może. Bo potem boli.
Nie ma autora, któremu by dobry redaktor nie pomógł, to stara prawda, która nie do wszystkich dociera:P Tylko że niestety autorzy wydają, bo się uduszą, a potem faktycznie boli, ale recenzentów, których oburzeni autorzy atakują za niezrozumienie przekazu:P Było kilka afer ostatnio na tym tle, choćby u Pabla:P
OdpowiedzUsuń na zawszePiwa w pubie mogły być bardzo chrzczone ;-)
OdpowiedzUsuń na zawszeA błędy w książkach drażnią mnie bardzo. Ponieważ też ostatnio zaczęłam czytać dużo ebooków, dostrzegam problem coraz bardziej - jedna rzecz to oczywiście niedbalstwo korekty, ale widzę też inny problem: często przy konwersji formatów coś się z tekstem dziwnego dzieje. Jak patrzę na oryginalny pdf wszystko jest poprawnie, kiedy konwertuję i wgrywam plik na czytnik czasami pojawiają się błędy :-(
Zgadzam się w pełni. Publikować bez redakcji z zewnątrz można własne opowiadania na blogach czy stronach internetowych z nadzieją, że zostaną one dostrzeżone. Niestety, jeśli dana osoba bierze się za sprawę poważniej, powinna skierować się po pomoc do innych ludzi. Czasem naprawdę dobra książka może wiele stracić przez błędy, jakie rażą czytelnika. Nie wspomnę już o interpunkcji czy mankamentach składniowych, ale to, co mnie ostatnio uderzyło w książce, której tytułu pozwolę sobie nie przytaczać, to wręcz rażące błędy logiczne. Np. ktoś z jednego końca miasta (dużego miasta) na drugi idzie (tak, idzie!) kwadrans. Gwarantuję, że nie była to książka fantastyczna o nadprzyrodzonych zdolnościach teleportacji...
OdpowiedzUsuń na zawszeEch, redaktorzy są potrzebni, nie ma co.
Właśnie dzisiaj również zachęcona na forum ją pobrałam i zaraz się za nią zabiorę to będę mogła porówanć swoje zdanie z twoim ;] Jak na razie nie komentuję treści ;]
OdpowiedzUsuń na zawszeMnie zachęciłaś do spróbowania. Przy okazji może nauczę się przerabiać epub na mobi :)
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam
ZWL - ostatnio zaczynam się uodparniać na wszelkie ataki i jakoś mi z tym lżej. A z tego, że myśl musi być poprawnie wyrażona, bo inaczej dochodzi do nieporozumień, to chyba każdy myślący człowiek zdaje sobie sprawę?
OdpowiedzUsuń na zawszeNajbardziej śmieszą mnie interpretacje "bo autor miał na myśli" - co autor miał na myśli, to jedno i wie tylko on, a co czyta czytelnik i jak to interpretuje, to zupełnie inna sprawa. Autor raczej rzadko ma wpływ na to, jak zostaną zrozumiane jego słowa. Mądry autor o tym wie i nie przeżywa, że ktoś inny myśli inaczej niż on.
Ale chyba się rozpisałam, a chodziło mi tylko o to, że należy pisać poprawnie i logicznie. Wtedy nieporozumienia będą rzadkością.
Karolina - poruszyłaś zupełnie odrębny temat. Jak się kupi książkę w epub, odpada cały proces konwersji i mamy spokój. Książka Kostrzewy jest przygotowana w epub i bardzo dobrze jest zrobiona. Pdfów nie kupuj, bo to mordęga. Ja czekam, aż zrobią format epub, dopiero biorę.
OdpowiedzUsuń na zawszeDwojra - no o to mi właśnie chodziło.
Adobi - powodzenia. Nie jestem pewna, ale ten plik może być z DRM, mi się otwierał w Adobe. Ale może nie jest.
Molu - w Twoim profilu jest tyle blogów, że nie wiem, na którym szukać opinii na temat Marty. Wpadnij i podpowiedz, co?:)
OdpowiedzUsuń na zawszeJoanna: święte słowa:)
OdpowiedzUsuń na zawszeFaktycznie błędy strasznie rażą w oczy... Tematyka fajna i nawet nie było tak nudno, ale opowiadanko jako całość takie przeciętne, nic zaskakującego. Mogłoby być lepiej.
OdpowiedzUsuń na zawszeMol - no mnie zakończenie zaskoczyło. Dziękuję za uwagi:)
OdpowiedzUsuń na zawszeJoanno, kupiłem na Virtualo, szybko przerobiłem, jeszcze szybciej przeczytałem. Bez DRM.
OdpowiedzUsuń na zawszeSamo opowiadanie trochę za słabe, jak na 2 zł, ale czego się nie robi, by wesprzeć młodą autorkę. Zakończenie z drugiej strony na tyle zaskakujące, że nie żal wydanych pieniędzy.
Pozdrawiam
Dlatego napisałam, że rokuje:)
OdpowiedzUsuń na zawszeZakończenie jest niezłe.
Witam serdecznie w Nowym Roku,
OdpowiedzUsuń na zawszedziękuję za zakup, przeczytanie, jak i zrecenzjonowanie mojego opowiadania :)
Jestem z tych osób, które lubią krytykę, bo to ona bardziej, niż pochwały, zmusza do cięższej pracy.
Tak, sama sobie byłam korektorką, co jak widać, nie za dobre przyniosło skutki. I rozumiem teraz, że choć nie wiem, ile razy będę sprawdzać, to bez pomocy z zewnątrz na pewno wiele ominę.
To mój pierwszy e-book. W następnej kolejności papier, więc korekta i redakcja będzie:)
Pozdrawiam i dziękuję za "dobre rokowania".
Co do tego alkoholu w dni powszednie, to fakt, my jesteśmy już chyba to "starsze pokolenie". Sięgnij po książkę Magdy Skubisz "LO Story", to się przekonasz, że piwo (i nie tylko) w środku tygodnia to niemal obowiązek wśród licealistów. Pozdrowienia - Monika
OdpowiedzUsuń na zawszePani Antonino - przede wszystkim ja wolę czytać książki w czytniku, tak jest wygodniej.
OdpowiedzUsuń na zawszeŻyczę powodzenia:)
Moniko - oj, to ja chyba wolę nie wiedzieć, co się wyprawia. Mam dzieci w wieku licealnym:)