język oryginału: polski
oprawa miękka
liczba stron: 361
Obiecałam sobie nie tak dawno, że na jakiś czas odsapnę od polskich autorów, ale pani Chmielewska jest wyjątkiem. Z dwóch powodów nie podejrzewam jej o codzienne przeczesywanie Internetu w poszukiwaniu najmniejszych wzmianek na temat jej twórczości. Po pierwsze znana jest awersja autorki do Internetu i ogólnie pojętej komputeryzacji, a po drugie - osoba o takich osiągnięciach już chyba jest ponad to? Co jej tam zrobią jacyś blogerzy na swoich blogach, prawda? Więc mając nadzieję, że nie zostanę zaatakowana, a jeśli nawet, to trudno, piszę, co następuje:
Joanna Chmielewska ma opinię ugruntowaną. Co prawda ostatnimi czasy ta opinia lekko zmierza w stronę równi pochyłej skierowanej w dół i ja sama latem się do tego przyczyniłam, oceniając jej "Gwałt" bardzo nisko, ale zobaczcie sami - tam narzekałam? Narzekałam. Mówiłam, że to najgorsza książka Chmielewskiej, jaką dotychczas czytałam? Mówiłam. I co z tego? Minęło kilka miesięcy i sięgam po kolejną nowość! Bo ja Chmielewską lubię i zawsze będę jej dawała szansę. Co prawda na spotkanie autorskie z nią nie polecę, bo osiągnęła taki pułap, że nie wiadomo, jak się będzie zachowywać. Może odpowiada na pytania jak człowiek, a może "jak nadęta purchawa"? (cytuję jej słowa z Porwania, str. 130). Wolę nie ryzykować.
A Porwanie mnie ukoiło. Nie jest to może szczyt jej możliwości, na które zresztą straciłam nadzieję i wiem, że pewne rzeczy nie powrócą. Ale też Porwanie nie jest gniotem. Całkiem sympatycznie się czyta, nawet kilka razy się roześmiałam. Intryga jest dość zakręcona, nieprzesadnie jednak; tak, żeby czytelnik nie zgłupiał. Trochę jak na mój gust zbyt metaforyczny język, zbyt wiele skrótów myślowych, ale da się przeżyć. A może to właśnie w tym stylu językowym leży cały urok Chmielewskiej? Te niezwykłe skojarzenia to jej cecha charakterystyczna, prawda?
Porwanie bardzo przypominało mi "Wszystko czerwone". Nie, nie poziomem, broń Boże, bo gdzież tam Porwaniu do Czerwonego! Ale klimacik podobny. Siedzą sobie przyjaciele w domu Joanny, jak nie przymierzając przed laty u Alicji. Od czasu do czasu się wymieniają, informacje spływają telefonicznie bądź dzięki przychodzącym osobom, gospodyni coś tam pitrasi, daje gościom jeść i pić, ale, że tak powiem, z doskoku i jak najszybciej, żeby już nie zawracało głowy obowiązkami. I tu ukłon w stronę pani Joanny - szanuję kobiety, których celem życiowym NIE JEST napełnianie brzuchów rodzinie i glansowanie powierzchni w mieszkaniu. Bohaterka z całą niefrasobliwością podchodzi do spraw codziennych, nie stawiając na piedestale błyszczącej podłogi i pełnych garów. I za samo to będę czytała Chmielewską, dopóki będzie coś wydawać.
No i oczywiście jak w każdym dochodzeniu są policjanci. Sympatyczni i bardzo ludzcy.
Przeczytałam tę książkę z przyjemnością.

To mnie zachęciłaś, bo właśnie nad kupnem Porwania zastanawiałam się.
OdpowiedzUsuńAnetko - ja ją kupiłam w Biedronce za 9,9 zł. Przy tej cenie nawet się nie zastanawiałam, tylko dorzuciłam do bułek, masła i mleka;)
OdpowiedzUsuńJa tez kupiłam w Biedronce i przeczytam jak mnie natchnie. lubię humor Chmielewskiej :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cię Joasiu i zdrówka zyczę !
Dziękuję Aniu, bo coś nie jest dobrze, oj nie.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się cieplutko i dbaj o siebie! Miłego czytania :)
OdpowiedzUsuńKurcze, to gdzie ja byłam, jak ta Chmielewska była w Biedronce????:( Kuruj się Joasiu:)
OdpowiedzUsuńJedna z moich ulubionych autorek :)
OdpowiedzUsuń|Gwałtu nie czytałem, ale każda książka Chmielewskiej budzi moje zainteresowanie. Uwielbiam jej humor.
OdpowiedzUsuńA ja się do Chmielewskiej nie mogę przekonać. Nie mogę jakoś złapać bakcyka do jej książek i nieco nudzi mnie styl ich. Cóż może to dlatego,że smutaś raczej ze mnie ?
OdpowiedzUsuńAsiu zdrówka też życzę i cierpliwości - takie sprawy kręgosłupowe wymagają cierpliwości. Nerwy szkodzą więc czytaj i lecz się też lekturą - mi to pomaga na wszelkie problemy.
OdpowiedzUsuńJak już słyszę cokolwiek o porwaniu,to mam ochotę przeczytać;D
OdpowiedzUsuńCzytałam, nie powiem, da się czytać :)
OdpowiedzUsuńhttp://mcagnes.blogspot.com/2009/12/porwanie-joanna-chmielewska.html
Tylko potem musiałam sama się prostować
http://mcagnes.blogspot.com/2009/12/sprostowanie-dotyczace-pigwy-w-porwaniu.html
:)
Za 9,9 pewnie, że warto kupić.
szczerze mówiąc nie przepadam za polskimi autorami. Podoba mi się jak pisze Grochola:) a tak to jakoś nie mogę przełknąć innych książek.
OdpowiedzUsuńNo aż tak nie generalizujmy. W mojej uwadze o polskich autorach nie chodziło mi o ich styl pisania, bo czytałam wielu bardzo dobrych. Chodziło mi bardziej o ich reakcje na wszelkie uwagi. Tu już jest różnie:) Dlatego chciałam odpocząć - od tej presji, żeby ważyć słowa, bo zaraz się uruchomi jakiś obrażony;)
OdpowiedzUsuńChmielewska kiedyś była moja ulubiona autorką. Trochę teraz wyrosłam z niej, ale ciągle chętnie otwieram jej książki
OdpowiedzUsuńCzytałam raz jej jedną książkę i sie zraziłam.Ale może to była jedna gorsza?:) Spróbuję jeszcze jedną :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam Panią Chmielewską, uwielbiam jej poczucie humoru, a każda powieść to coś nowego. Polskie kryminały na wysokim poziomie:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mam bardzo podobne odczucia odnośnie Chmielewskiej, a poza wszystkim jej książki zawsze poprawiają mi humor i przypominają o chwilach kiedy jeszcze w LO pierwszy raz zaczęłam ją czytać :) Porwania nie znam - czas to nadrobić :)
OdpowiedzUsuń