poniedziałek, 2 stycznia 2012

Rozważania stetryczałej blogerki





Wzorem sporej ilości blogerów chciałam wstawić swoje statystyki z jakimiś niewyobrażalnymi liczbami przeczytanych książek, stron, dobrze że nie literek czy linijek.


Na szczęście w porę puknęłam się w mózgownicę, bo przecież książka książce nierówna. Jedna pisana maczkiem, inna wielką czcionką z numerowanymi pustymi stronicami, z ilustracjami itp.
O nie!
A treści? Jedną pochłania się jak nie wiem co, z wypiekami na twarzy, po nocach, potem człowiek w pracy udaje, że głowa boli, a tak naprawdę niedospany jest, bo książkę w nocy czytał.
Inna idzie jak po grudzie - przyłapujemy się na ucieczce myśli gdzieś w okolice śnieżnej Słowacji, jakieś wakacyjne wspomnienia nagle nas otaczają, a tu Flaubert zęby szczerzy ze swoją składnią. No jak liczyć te sztuki książkowe, pytam ja Was? No jak?
Stephen King - 1104 strony drobnym maczkiem.
Srebrnokwiści - jakieś szlaczki, puste strony, czcionka chyba 18.
I to liczymy jako jedną i to?

Przy przeglądaniu czeluści tej i poprzedniej wersji bloga doszłam do wniosku, że należy więcej czytać, a mniej siedzieć przed komputerem. Ot, jaki wniosek. To idę go realizować.
To tyle na temat moich statystyk. :)


24 komentarze:

  1. Masz rację Kalio we wszystkim, co tutaj napisałaś ;) Książka książce nie równa - mam w rękach "Juniper Berry i Tajemicze Drzewo", gdzie są i ilustracje na jedną stronę i czcionka całkiem spora... niby 267 stron (a książka i tak objętościowo jest cieniutka), a tak naprawdę to by wyszło z 200 albo nawet mniej.

    Większość bloggerów pochłonęła około setki książek w tym roku (oj, już nie w tym, tylko w zeszłym!). Ja przez przygotowywanie do matury oraz po prostu przez kilka innych zainteresowań, którym poświęcałam aż za dużo czasu (głównie nowym serialom...) przeczytałam o wiele, wiele mniej. I przyznaję, że chociaż nie lubię wyścigów ilościowych, to mnie to trochę zmartwiło i teraz też siedzę i czytam (no, czasem robię sobie krótka przerwę, żeby - ot właśnie - naskrobać komentarz :) ).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje notki - przemyślenia. I mnie dają wiele do myślenia ;) O patrz, nawet się zrymowało.

    Ja również zamierzam więcej czytać w tym roku, a mniej siedzieć przy komputerze, niszczyć kręgosłup, wzrok, z którym u mnie nie najlepiej, i marnować czas. Bo tak naprawdę - kiedy robimy na Internecie coś konkretnego? Gdy piszemy recenzje, sprawdzamy pocztę, ew. oglądamy filmy. A poza tym wchodzenie tu, tam, szperanie w starociach, siedzenie godzinami na portalach... A godziny mijają, zegar bije. Bez sensu, a oderwać się trudno.

    No więc tak, ja też zamierzam w roku 2012 zabrać się porządnie za czytanie - z systematycznym recenzowaniem nie mam problemu. No, i tyle:)

    Powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale za to eksiążki bez DRMa już są :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kalio, jak zawsze poruszasz umysły :) Ale, ale - przyznam szczerze, że to właśnie dzięki Tobie zaczęłam poważnie myśleć o zakończeniu współpracy z wydawnictwami. Znacznie ograniczyłam. Póki co. I zamierzam czytać to co chcę. A nie to co krzyczy z półek. Mieć znowu frajdę z pisania o książkach. I statystykom mówię nie!
    Gorące uściski :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem mam wrażenie, że z notki na notkę uwielbiam Cię coraz bardziej :D Ot, takie tam wyznanie noworoczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm, a ja właśnie podliczam sztukami. Bo każda książka jest zamkniętą całością, odrębną jednostką. Jak człowiek. Czy gruby, czy chudy, liczy się jedna sztuka człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzorowanie się na statystykach pochłania tylko czas. Im dłużej się w to wgłębiamy, to brniemy ślepo w liczby. Zamiast przyjemności z pisania, oglądamy te rubryczki, i zastanawiamy się, po co to robimy. Chyba nikt nie chce kapitalizmu w blogach?!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam bym nie chciała współpracy z żadnym wydawnictwem, bo jak mi się dana książka nie podoba, to rzucam ją w kąt;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nyx - cieszę się, że się rozumiemy:)

    Hiliko - za zatem wspierajmy się wzajemnie w naszym postanowieniu:)

    Bazyl - Tobie już podziękowałam, naprawdę bardzo dobra wiadomość.

    Orchiss - miło mi, ale pamiętaj, że wszystkie decyzje są nasze, więc jeśli cokolwiek postanowisz, to tylko dzięki sobie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Izusr - mam pisać, że pokraśniałam z zadowolenia, czy nie muszę?:)))

    Chris - o, zapomniałam napisać, że mnie zwyczajnie szkoda na to czasu:)
    Tak, precz z kapitalizmem na blogach, tylko czy to jest realne? Wydaje mi się, że każdy musi sam zdecydować, na co stawia - na statystyki czy przyjemność czytania? A może jedno drugiego nie wyklucza, bo taka np. Enga lubi statystyki i je robi, a przecież nie wątpię, że ona czyta i pisze opinie dla przyjemności. Ot, taka myśl mnie naszła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zorija - gdy nie doczytuję książek, a zdarza mi się, wtedy też o tym piszę. Bywało, że nie kończyłam książki od wydawnictwa i też pisałam o tym uczciwie, podając powody, dla których jej nie dałam rady skończyć. Reakcje były różne;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnes - a tu akurat też mam inne zdanie. Nie zgodzę się, że każda książka jest zamkniętą całością. A jak w takim razie traktować części cyklu? Każdy tom oddzielnie, prawda? I liczyć sztuki. Ok.

    A co z kolejnym tomem Eragona, który wydawnictwo MAG rozbiło na dwa? Czy ku uciesze statystycznego blogera, który będzie mógł sobie całość policzyć jako przeczytane dwie sztuki? I radośnie poprawiać sobie statystyki? Nie, nie uważam, że KAŻDA książka jest zamkniętą całością. Znakomita większość tak, ale nie każda. I nadal twierdzę, że co innego podliczanie książeczek z serii "poczytaj mi mamo", a co innego tomiska typu Peanatema czy Bastion Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hm... widzę, żę powoli robi się bum na krytykowanie robienia statystyk. Ostatnio tak dostałam ja i jeszcze kilka osób po głowie za to, że ośmielamy się w ogóle liczyć sztuki i strony, że aż mi w pięty poszło i wyniosłam się z jednego forum. Trudno się mówi, przeżyję i taki trend ;)

    Ja tam nie rozumiem co ludziom przeszkadza to robienie statystyk (oczywiście uogólniam, nie piszę tutaj o Twojej notce teraz, ale generalnie), jakby ktoś z tych robiących zmuszał innych też do robienia statystyk :/. I tak, jakby ich robienie wykluczało czytanie z pasją, zastanawianie się nad treścią etc. czy decydowało o tym, że ktoś czyta tylko dla liczenia stron czy udowodnienia, że dużo się czyta. Takie podejście to dla mnie jakaś pomyłka, to tak, jakbym ja mówiła, że Ci co czytają wolno pozują na intelektualistów, a w głębi duszy wstydzą się, bo mało czytają. To bzdura i to bzdura, pochopne osądzanie innych.

    Przestańmy w końcu tak łatwo decydować o tym, co jest dobre dla innych, jaki ktoś jest na podstawie tylko jednego czynnika i pozwólmy każdemu robić lub nie robić w spokoju statystyk. I tyle.

    A teraz idę na spacer, zamierzam korzystać z miłego towarzystwa przez ten tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja policzyłam ile książek przeczytałam tak ot, z czystej ciekawości, sama dla siebie. Ale liczenie, stron... hmmm a po co?

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja też nie lubię statystyk. Jedynie, co spisuję to przeczytane książki, by nie zapomnieć tytułu czy autora.
    Aczkolwiek nie krytykuję statystykomanii u innych, są tacy, co to zwyczajnie lubią i już :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Enga - święte słowa- "przestańmy". Czy ja kogoś skrytykowałam? Czy oceniłam?
    Napisałam, dlaczego nie robię statystyk, dlaczego uważam tę czynność za nic niewnoszącą. I naprawdę jestem ostatnią osobą, która będzie mówiła, co jest dobre a co złe.

    Smaczna książka - ja też prowadzę tego bloga właśnie w tym celu, żeby nie zapomnieć. I też nie krytykuję robienia statystyk.
    Powtarzam - ja napisałam, dlaczego nie robię statystyk.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kalio - dlatego napisałam, że uogólniam.

    Ale swoją drogą, to miałam wrażenie w trakcie czytania, że widzenie "statystykowania" nie jest w tej notce pozytywne. Jeżeli się mylę - przepraszam, sama wiesz, że czyta się nie to, co jest napisane, ale to, co się "wyczuwa" ;)

    I nie chciałam, byś się poczuła zaatakowana, nie o to mi chodzi. Ulało mi się trochę po tym, jak ja zostałam ostatnio kilka razy zaatakowana, w tym raz bardzo chamsko. I to tylko dlatego, że prowadzę statystyki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Joanno, a tak, ja naprawdę zrozumiałam że Ty piszesz, dlaczego TY nie lubisz statystyk :) Jakoś to moje "aczkolwiek" tak zabrzmiało krytycznie.
    Moje "nielubienie" statystyk wynika ogólnie z nielubienia ekonomiczno-cyferkowej części życia, ale też często - z nierozumienia jakiejś statystycznej zawiłości. Jeśli ktoś pisze: przeczytałam 38 książek, w tym 18 polskich autorów - to ok, tyle łapię :)) Ale im więcej danych cyfrowych, tym bardziej mój mózg się zamyka. Trudno, tak już mam. I po prostu omijam takie posty, wpisy - nie tylko na blogach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja liczę przeczytane książki. Jestem świadoma, że są one różne/nierówne sobie. Jedne to cegły a inne to 100 stronicowe e-booki. Ale nic nie poradzę, że statystyki mnie jakoś mobilizują. Założę sobie, że przeczytam tyle i tyle, i do takiego wyniku dążę. Może po drodze przeczytam jakieś gnioty albo broszurki. No trudno. Stron nie podliczam, ale jak ktoś ma chęć, niech tak czyni :) Lubię też poczytać, jak tam wyglądają te statystyki u innych. Bez osądzania, bez podtekstów, ot, dla rozrywki :) Pod koniec roku zrobiłam podsumowanie. Ile, czego, kogo czytałam. Zrobiłam to zestawienie dla siebie, żeby zwyczajnie nie zapomnieć. Jeśli ktoś, przy okazji to przeczytał i napisał: gratuluję wyniku, czy coś podobnego, nie podniosło to mojego morale. Gdybym przedstawiła mój wynik czytelniczy, powiedzmy o 10 sztuk mniejszy, pewnie przeczytałabym to samo. A moje własne czytelnicze sumienie mówiło by mi: mogłaś więcej!

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie musisz ;)
    A tak swoją drogą, jeśli chodzi o same statystyki to ja na biblionetce od kilku lat zapisuje sobie co przeczytałam, więc widzę ile tych książek pod koniec roku jest. Nie chwalę się tym, bo i nie czuję potrzeby, ale sama sobie, po cichu cieszę się, gdy uda mi się przeczytać więcej i smucę, gdy widzę, że się opuszczam. Choć może, gdybym zaczęła podliczać i strony to wyszłoby mi, że jednak cały czas idę równo ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak dla mnie nawet poszczególne części konkretnych serii to odrębne książki - nawet jeśli mamy do czynienia z tym samym bohaterem, to przeważnie i czas jest inny, i o co innego chodzi.
    Owszem, w momencie rozbijania książki na dwie całości coś się we mnie buntuje, ale to już polityka wydawnictw, na którą nie mamy wpływu.
    Za to liczenie stron czy słów to dla mnie totalny bezsens - Wystarczy że dwie osoby mają dwa różne wydania tej samej pozycji i już jedna ma o 80 stron więcej na koncie, a treść przyswojona (lub nie^^) jest taka sama.
    Ja tam cieszę się, że zaczęłam wrzucać na osobną półkę książki przeczytane w konkretnym roku - dzięki temu na przykład nie będę miała problemu w kontynuacji którejkolwiek z serii.
    No,ale przede wszystkim - każdy robi tak, jak mu wygodniej i nikt nikogo do niczego nie zmusza :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja ani nie czynię planów (życie i tak je zweryfikuje na swój sposób :) ), ani późniejszych podsumowań. Szkoda mi na to czasu, nie widzę tez sensu w takich działaniach. Tworzenie statystyk: ile książek, ile stron oraz chwalenie się "stosikami" kojarzy mi się nie z radością z obcowania z lekturą (a przecież wszyscy jesteśmy pasjonatami!?), a z bezmyślnym pędem - byle szybciej, byle więcej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Poczytajka - Tobie się tak kojarzy, a dla kogoś innego może być świetnym dodatkiem do pasjonujących lektur i obcowania z nimi.

    OdpowiedzUsuń
  24. Podzielam Twoje zdanie. Czytam bo lubię a nie dlatego że biorę udział w jakimś wyścigu;> Dla mnie nie liczy się ilość przeczytanych książek ale to co we mnie pozostawiły.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Od 23 marca 2012 wyrzucam komentarze zawierające jakąkolwiek reklamę.
Usuwam też WSZYSTKIE ANONIMOWE komentarze, te pozytywne też.
Zachęcam do klikania w ankietkę pod postem.
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy wyraźnie obraźliwych. Bez zbędnych dyskusji.

może przeczytasz i to?

Related Posts with Thumbnails