tytuł oryginału: It
oprawa miękka
liczba stron: 1104
W małym miasteczku giną dzieci. Nie umierają, nie zostają mordowane, ale zjadane - ich ciała są najczęściej uszkodzone, jakby coś je zjadało. Dziwne jest to, że nikt nie uruchamia dochodzeniowej lawiny - nie ma śledztwa, funkcjonariuszy FBI, nie ma tabunów dziennikarzy - nic, cisza. Grupka dzieciaków frajerów w przypadkowy sposób w pewne wakacje zżywa się ze sobą, zaczyna się ich niezwykła przyjaźń: jąkała, grubas, hipochondryk, Żyd, Murzyn, okularnik, dziewczynka bita przez ojca. Spędzają razem czas jednocześnie próbując uniknąć trzech szkolnych dręczycieli, którzy chcą im koniecznie "dołożyć". Za co? A czy potrzebny jest powód, żeby wyżyć się na słabszym?
Najbardziej dziwi mnie jedna rzecz - dzieci się tłuką. Prowadzą ze sobą regularną wojnę. Kamienują się, jedni na drugich się zaczajają i masakrują swoje twarze, łamią ręce, zdzierają kolana, rozkwaszają nosy, niszczą ubrania. Mam jedno podstawowe pytanie - gdzie byli ich rodzice? Przecież to nie do wiary, żeby nie zauważyć u własnego dziecka takich skaleczeń. To niemożliwe, żeby nie zauważyć zniszczonych ubrań własnego rodzonego dziecka. Fantazja poniosła pana Kinga trochę nadto.
Ale narracja w powieści mnie urzekła - inwersja czasowa wspaniale prowadzi czytelnika do punktu kulminacyjnego. I drobiazgowość opisów każdego z bohatera - to jest to, co lubię u Kinga najbardziej. Jego wnikliwa analiza stanu psychicznego ludzi, którzy muszą zmierzyć się z potworem. Strachy wszystkich bohaterów, ich prywatne koszmary tak naprawdę tkwią w ich umysłach. Oni sami są swoimi koszmarami i cała ta powieść, to tomiszcze przeogromne można wg mnie zamknąć w jednym zdaniu: "[...] każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło!" (O. Wilde, Portret Doriana Graya)
Niestety, zakończenia nie są najmocniejszą stroną Kinga. Książkę czyta się wspaniale, natomiast punkt kulminacyjny zwyczajnie mnie znudził. Nie kupuję tych wydumanych teorii wszechświata.
Co nie zmienia faktu, że po książki Kinga będę sięgać z ochotą i właśnie mam przed sobą jeszcze grubszą cegłę, a mianowicie "Bastion". Podobno najdłuższa jego powieść. Ale oczywiście się waham. Czy pójść za ciosem i brać kolejnego wielkiego Kinga, czy brać się za zachwalaną powszechnie Diunę? Zanim połażę sobie po sieci i poczytam, co tam u Was słychać, może pojawi się jakiś głos doradczy. Pomożecie podjąć decyzję? Bastion czy Diuna?
P.S. Do wszystkich, którzy dobrnęli do końca tego przydługiego postu (albo do tych, którzy czytają pierwszy i ostatni akapit;) - zaktualizowałam swoją podstronę "o mnie i moim blogu". Jeśli lubicie tu zaglądać, to się cieszę. Jeśli zaglądacie tu tylko po to, żeby pokiwać głową z politowaniem, to bawcie się dobrze.

"To" przeczytałem w latach młodzieńczych. Książka podobała mi się ogromnie i do dzisiaj mam do niej sentyment.
OdpowiedzUsuńMoże również przez okładkę z przerażającym klaunem. Zresztą klaunów nie lubiłem nigdy. Jest jeszcze film, czy też mini-serial, który podobał mi się bardzo.
http://www.filmweb.pl/film/To-1990-96266
"Bastion" to świetna książka, wciągająca bardzo. Jednak w pewnym momencie robi się trochę zbyt rozwlekła. "Diuna" to klasyk i warto go poznać. (Ale za mnie głos doradczy:)
charlie - no, doradziłeś:)))
OdpowiedzUsuńBastion, nie czytałem... Polecam z kolekcji Kinga, Sklepik z marzeniami. Tam to jest dopiero specyficzne zakończenie. Nie każdy je lubi. Z Diuną sam muszę się zmierzyć. Na razie czeka Koontz.
OdpowiedzUsuńRównież czytałam "To" - osobiście bardzo lubię tę książkę. Przymierzałam się do niej długo, bo klaunów wprost nienawidzę, a - jak powszechnie wiadomo - wyobraźnia płata nam znacznie większe figle podczas czytania niz oglądania. Co do dzieci - ja sama należałam do bandy urwisów, któe regularnie wdawały się w bójki, wracały do domu ubrudzone, pokaleczone, czy zziajane do tego stopnia, że oddechu złapać nie mogły. Zdarzało mi się coś skręcić czy zwihnąć - często przy pomocy innych dzieci. I szczerze powiedziewaszy - wspominam to tak samo dobrze, jak wówczas wspominała to już całkiem dorosła banda w powieści Kinga (dziwnie się pisze jego nazwisko w polskich przypadkach bo zawsze mi moje imie wychodzi ;)) :)
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam, raczej nie przeczytam, bo ja horrorów się boję, po prostu ;). Co do tych rodziców, wiesz, mi się wydaje, że jest taki typ ludzi, którzy może wielu rzeczy u własnych dzieci nie zauważyć, albo nie chcieć ich zauważać, ale to jakby temat na osobną dyskusję. Mnie natomiast interesuje troszkę to co dopisałaś w podstronie, czemu wspominasz okres współpracy z wydawnictwami za żenujący? :D
OdpowiedzUsuńDiuna! :) Bo Bastionu jeszcze nie czytałam, a Diuna już sprawdzona i na pewno warto :)
OdpowiedzUsuńChciałabym, żebyś przeczytała "Diunę", bo sama jestem jej ciekawa i może w końcu bym się zmobilizowała... ;)
OdpowiedzUsuńDo Kinga natomiast mobilizować sie nie muszę, bo lubię w jego powieściach dokładnie to samo - drobiazgowość opisów ludzkiego wnętrza i otoczenia. Ale "Bastion" też mnie nęci przeogromnie...
"To" uwielbiam.
Pozdrawiam mocno.
No wiadomo, że Diuna:) Czytanie kilku Kingów pod rząd grozi odkryciem schematów, jakimi autor się posługuje, a na co Ci to, skoro lubisz horrory:) Więc Diuna i to z akompaniamentem: http://www.youtube.com/watch?v=gXN8AHojMs4 :P
OdpowiedzUsuńDo tej pory nie czytałam żadnej książki Kinga. Aż uwierzyć w to nie mogę,trzeba to koniecznie zmienić.
OdpowiedzUsuńKing ogólnie ma problem z zakończeniami. Prawie zawsze galop przez jego książki kończył się u mnie takim prrrrrr! i oklapnięciem, że tak można było sfajczyć taki ekstra pomysł :)
OdpowiedzUsuńMazak - Sklepik z marzeniami mam i na pewno kiedyś przeczytam. Koontzów kilka już za mną, ale też planuję polecieć po całości, tak jak z Kingiem, o ile życia mi wystarczy, bo obaj strasznie dużo napisali.
OdpowiedzUsuńDwojra - ja nie pisałam, że to jest niemożliwe. Wiem, że dzieciarnia na podwórku wyprawia cuda, zwłaszcza taka dzieciarnią, nad którą starzy nie trzęsą się beznadziejnie i nie ubezwłasnowolniają jej, zabraniając wszystkiego. Ale nie powiesz mi chyba, że Twoi rodzice nie zauważali, gdy wracałaś z rozbitym nosem czy zwichniętym tym czy owym. No proszę Cię, są pewne granice tej dziecięcej wolności. Czasami trzeba dziecku zwyczajnie pomóc, np. zawieźć do lekarza?
Izusr - bo jak sobie przypomnę, ile książek wtedy brałam, zupełnie bez opamiętania. I że dałam się złapać na pochlebstwa. Dlatego.
OdpowiedzUsuńImmora, Beatrix, ZWL - mówicie i macie!
Miravell - wiesz, nie każdemu on pasuje, ale uważam, że warto spróbować dla wyrobienia sobie opinii.
OdpowiedzUsuńBazyl - no właśnie. Byłam tak rozczarowana zakończeniem na przykład "Pod kopułą", że aż w pierwszy odruchu chciałam napisać negatywną opinię. Później się zreflektowałam, że przecież pochłaniałam tę książkę, czyli podobało mi się. Tylko zakończenie skopane...
Bazyl: nie wiem, co czytałeś, ale ja mam odwrotnie: nudzi się człowiek przez większość Carry, a potem jak nie jebutnie:P Ale Misery, na przykład, bardzo równa:)
OdpowiedzUsuńKalio: nastawiam się na Twoje jęki, marudzenia i ogólne posapywanie z irytacji:D
ZWL - posapywania i jęki nad Diuną? Ależ dlaczego? Zaczęło się sympatycznie - jest młody chłopak, który przejawia jakieś tam magiczne moce, które rzadko kto ma, jest spisek, ten grubas z globusem, na samym początku, później pewnie zapamiętam jego imię, jest bardzo ciekawa postać tej starej kapłanki czy kogoś tam, kto bada Paula. Nie, myślę, że nie będę jęczeć.
OdpowiedzUsuńO no proszę:) Obyś się nie myliła:D I pamiętaj, że potem jest już tylko lepiej, początek do chała i dłużyzny:PP
OdpowiedzUsuń@ZWL Wstyd przyznać, ale "Misery" pamiętam tylko z filmu z genialną Kathy Bates. A Kinga cenię za opisy życia w małych amerykańskich towns, które Ciebie, jak widzę, nudzą :)
OdpowiedzUsuńZaraz tam nudzą:P Chyba już wiesz, że drobiazgowe opisy nudnych mieścin kręcą mnie najbardziej jako miłośnika realistów i naturalistów:) W Carrie po prostu pamiętałem z filmu, że pod koniec następuje apokalipsa i spieszno mi było do rozpierdziochy. A Kathy Bates zagrała w Misery rolę życia (obok roli życia w Smażonych zielonych pomidorach:P).
OdpowiedzUsuń@ZWL Ja od rozpierduchy to mam takie cuda. A "Zielonych ..." mimo całej sympatii dla prozy Flagg (a może właśnie dzięki niej), jeszcze nie oglądałem.
OdpowiedzUsuńBazyl: w święta oddaj dzieci dziadkom, postaw na stole wino i niedojedzony piernik, włącz Smażone zielone. Nawet jak Tobie się nie spodoba (skala rozpierduchy zupełnie inna niż w Carrie:P), to chociaż żona Ci będzie wdzięczna i może ekstra bożonarodzeniowego buziaka dostaniesz:D
OdpowiedzUsuń@ZWL To w "Zielonych ..." była ta babcia, co przemyciła we włosach camela i, ponieważ była pod tlenem, wywaliła w diabły pół szpitalnego skrzydła? Jeśli tak, to nie wspominajmy o skali :D
OdpowiedzUsuńKocham nad życie Stephana Kinga, ale tej książki jeszcze nie czytałam. Oglądałam natomiast film. Ten klown był przerażający!!:D Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń@Bazyl: nie, babcia była w tej innej Flagg:) W Zielonych jest Towanda pogromczyni samców:)
OdpowiedzUsuńSię wtrącę jeszcze na chwilę, żeby nie było, że pytam a nie czytam odpowiedzi ;). Przeczytałam, rozumiem, szanuję i niestety... momentami odczuwam to samo, jak sobie przypomnę jak się rzuciłam, gdy to wszystko się zaczęło.
OdpowiedzUsuńKurczę, King zawalił z zakończeniem? To tak jakby położył nadgnitą wisienkę na torcie!
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam bo... czekam na nowe wydanie Albatrosa, muszę zakupić do kolekcji, cierpliwa więc jestem :)
Czytałam, bardzo dawno temu. Niestety z trudem byłam w stanie przebrnąć przez dłużyzny.
OdpowiedzUsuńDlaczego przydługim wpisie? Ja lubię długie wpisy ;) Tej pozycji nie czytałam, ale mam zamiar po nią sięgnąć. I podobnie jak Bazyl, lubię te wszystkie opisy małych amerykańskich miasteczek. Podobnie jak ty uważam też, że King mistrzem zakończenia nie jest, ale jestem w stanie mu to wybaczyć
OdpowiedzUsuńZdrowie zmusza mnie do odpowiadania z telefonu, więc proszę o wyrozumiałość.
OdpowiedzUsuńIza - dobrze, że się rozumiemy:-)
grendella - ją nie lubię długich postow ...
Scenki - a ja te dluzyzny właśnie lubię:-)
A obu panów pozdrawiam i zapraszam do dalszej dyskusji:-)
OdpowiedzUsuńChętnie, ale mi kolega dyskutant zniknął:)
OdpowiedzUsuń"Bastionu" nie czytałem, to co czytałem Kinga nie cenię wysoko. Jeżeli chodzi o horrory to wolę Jonathana Carrolla i jego "Krainę Chichów", jest tam jakaś magia, dużo humoru, zaskakujące zakończenie. Ale pewnie już czytałaś? Zatem sprawa jest jasna. Polecam zdecydowanie "Diunę". Na pewno pierwszą część cyklu, bo całość trochę przypomina mi niekończący się serial brazylijski albo inną "Modę na sukces".
OdpowiedzUsuńDiune właśnie kończę, a Carolla jeszcze nie czytałam, ale jakoś mnie do niego nie ciągnie. Nie wiem, czy kiedyś przeczytam. Może...
OdpowiedzUsuńPoza tym ją lubię takie długie cykle, więc z zapałem biorę się za drugi tom czyli Mesjasza.
Carrolla albo się bardzo lubi albo go nie cierpi. ale na pewno na uwagę zasługują "Kraina Chichów"(wg. mnie nie ma tam ani jednego zbędnego zdania, a z pozostałymi książkami C. jest już dużo gorzej) i "Kości księżyca", to takie "Lśnienie" tylko inaczej:)
OdpowiedzUsuńKilka lat temu przeczytałam "To" jednym tchem, kojarzyła mi się ta powieść z lękami z dzieciństwa, kiedy to straszyłyśmy się z siostrą upiornym clownem:) A jeśli chodzi o to, którą książkę wybrać jako następną, polecam zdecydowanie "Bastion", tam dopiero będziesz mieć dawkę studiów ludzkich charakterów:)
OdpowiedzUsuń