Zwykle odżegnywałam się od audiobooków i wszelkich książek słuchanych. I oto jak życie weryfikuje nasze przekonania. Nie chciałam słuchać, mówiłam, że się rozpraszam, że nie umiem się skupić itp.
Moja dyskopatia wymaga ode mnie większej aktywności ruchowej. Tak, już nie mogę całymi dniami tylko siedzieć i czytać, ewentualnie patrzeć w monitor komputera. Muszę się ruszać. Wybrałam najbardziej dla mnie optymalny sposób - będę maszerować, bo wtedy mogę słuchać książek audio. Postanowiłam wypróbować ten sposób w czasie przygotowań do kolacji wigilijnej. Wczoraj w kuchni wysłuchałam całego słuchowiska mojej ukochanej Joanny Chmielewskiej.
Okazuje się, że jak człowiek musi, to może wszystko. Czyli skupiłam się i wiedziałam, w czym rzecz, gdy słuchałam.
Słuchowisko to nie audiobook i nie należy tych dwóch form utożsamiać. Role czytali różni aktorzy, miałam w tle efekty dźwiękowe: skrzypienie drzwi, kroki, otwieranie butelek, dźwięk kieliszków na przyjęciu. Czy to mi się podobało? Raczej nie. Jednak jestem tradycjonalistką i co by tam nie mówić, wolę książkę. Wolę czytać własnymi oczami i wyobrażać sobie wnętrza, postaci, okoliczności.
Bardzo śmieszyły mnie sceny, gdy np. adwokat czytał testament, a w tle jakaś pańcia głosowo reagowała na treść dokumentu. Te westchnięcia i pojękiwania źle mi się kojarzyły i wzbudzały dziki śmiech. Czyli na dziś słuchowiskom mówimy stanowcze i zdecydowane "raczej nie!" Zobaczymy, jak mi pójdzie z klasycznym audiobookiem. Teraz mam załadowaną w telefonie "Komórkę" Stephena Kinga, więc na najbliższym samotnym spacerze po świętach zacznę słuchać. Mam nadzieję, że głos Zbigniewa Zapasiewicza nie będzie robił niespodzianek z tymi westchnieniami.
"Wielki diament" jest takim rodzinnym kryminałem. W XIX wieku z Indii do Anglii w tajemniczych okolicznościach został przywieziony wielki diament. Różne koleje losu spowodowały, że znalazł się w rękach polskiej rodziny. Siostry bliźniaczki, spadkobierczynie ostatniej właścicielki klejnotu, szukają go i zastanawiają się, jak mógł trafić w jej ręce. Sympatyczne, ale nierzucające na kolana. Podejrzewam, że gdybym czytała literki, spodobałoby mi się bardziej, więc uprasza się o branie poprawki na moje subiektywne obiekcje.

Jestem w posiadaniu trzech audiobooków tej autorki. Są wyjątkowe - o niebo lepsze,niż czytane zmętnym głosem lektora
OdpowiedzUsuń na zawszePiter - czyżby Chmielewska osobiście czytała? Bo wiesz, słuchowisko było wykonane przez aktorów. Książkę Kinga czyta Zapasiewicz. Nie nazwę tego mętnym głosem lektora. Nie chcę słuchać książki na Ivonie z czytnika, bo to rzeczywiście jest mętne. Będę słuchać profesjonalnego audiobooka na mp3 z telefonu. Więc zapytam jeszcze raz - czyj głos jest wg Ciebie mętny?
OdpowiedzUsuń na zawszeO, skoro Ty się przekonałaś do książek audio, to może i ja spróbuję jeszcze raz? :)
OdpowiedzUsuń na zawszeHiliko - ja jeszcze nie wiem, czy się przekonałam! Na razie zdrowie mnie zmusza. Po wysłuchaniu Komórki powiem, czy się przekonałam. Słuchowisko mnie nie zachwyciło.
OdpowiedzUsuń na zawszeno i słuchowisko to tylko adaptacja, jak i film, audiobook przeczytany od deski do deski, taka różnica, więc po wysłuchaniu słuchowiska nie można powiedzieć, że się zna powieść, lepiej sluchać po przeczytaniu, bo wtedy to tylko takie przypomnienie.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa gotuję, chodzę i sprzątam z audioksiążkami. Uwielbiam
Dobrze przeczytać taką opinię, bo chciałam Dziadkowi kupić na Gwiazdkę właśnie słuchowisko Chmielewskiej. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszeJa obstawiam, że Piterowi chodziło o smętny głos lektora, a nie mętny. Ciekawe, czy dobrze obstawiam :D
OdpowiedzUsuń na zawszeJa spróbowałam słuchowska raz - "Narrentrum" Sapkowskiego. Zrobione z rozmachem, ale kompletnie nie mogłam się skupić. 3 czy 4 razy próbowałam i poległam. "Typowego" audiobooka jeszcze nie próbowałam.
kasia - adaptacji nigdy nie lubiłam
OdpowiedzUsuń na zawszeDomi - ciekawa jestem, jaką decyzję podjęłaś:)
Enga - i oto dowód na to, jak ważna jest poprawność zapisu dla wzajemnego zrozumienia w komunikacji. Ja się zastanawiałam, co autor miał na myśli, pisząc "zmętny".
Nie wiem, jak ten "Wielki diament", ale "Lesio" w tej samej serii to gigantycznie nieporozumienie, tak samo zresztą jak seria "Mistrzowie słowa" Agory.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa również zawsze się odżegnywałam od audiobooków i raczej już nigdy sie na nie nie zdecyduje xd
OdpowiedzUsuń na zawszeAle ZWL, co ty chcesz od Mistrzów słowa?! Przepięknie czytane! No dobra, pewnie chodzi o to, że nie całość, hę?
OdpowiedzUsuń na zawszeAgnes, no właśnie o to. Co mi po najpiękniej czytanym Garpie, skoro skróty są tak barbarzyńskie, że ni cholery nie szłoby zrozumieć, o co chodzi, gdyby się nie znało Garpa na pamięć? Ja nie chcę się upajać pięknymi głosami, ja chcę poznać książkę. W całości. A poza tym Krzysztof Kowalewski zmasakrował Muminki:P
OdpowiedzUsuń na zawszeOk, jak o to, to zwracam honor i się wycofuję, też nie lubię skrótów.
OdpowiedzUsuń na zawszeKowalewskiego nie słyszałam.
Za to zrewanżuję się informacją, że Wilhelmi zmasakrował Moskwę Pietuszki.
Czyli jednak nie do końca takie przepięknie czytane:D
OdpowiedzUsuń na zawsze