wydawnictwo: Principium 2011
język oryginału: polski
oprawa miękka
liczba stron: 293
Kilka miesięcy temu czytałam debiutancką powieść pana Mariusza Zielke pt. "Wyrok" i mimo że nie należała do najłatwiejszych, to jednak czytało się ją z dużą przyjemnością. Może dlatego, że odsłaniała przed czytelnikiem kulisy dość egzotycznego dla szarego obywatela rynku akcjami i obligacjami?
Tym razem pan Zielke zmierzył się ze światem gangsterskim. W dodatku pokusił się o prześmiewcze ukazanie tegoż światka. Przyznam, że początkowo byłam zdziwiona lekkim tonem i zabawnymi scenkami, bo spodziewałam się rzeczy innej, z powagą traktującej o poważnych sprawach. Tak to jest, gdy się nie czyta ani opinii, ani zapowiedzi książki. Podeszłam do książki z otwartym umysłem i na podstawie wcześniejszej lektury "Wyroku" z ochotą przyjęłam utwór od autora.
No i teraz nie wiem, jak to napisać, żeby było bezboleśnie, ale chyba się nie da. Powiem wprost - książkę zmęczyłam. Nie od razu jednak mnie znudziła. Na początku całkiem przyjemnie skojarzyła mi się z "Killerem", którego kocham, bawię się cudnie przy setnym oglądaniu tego samego, obie płyty już są mocno sfatygowane, a ja wciąż nie pozwalam wyrzucić, bo jakże to? Killerów wyrzucać?! Nie wolno!!! Moje!
Przywołując w myślach ukochanych Killerów, cieszyłam się na wspaniałą zabawę z Asurito. A tu klapa. Im dalej w las, tym więcej drzew. Główny bohater sam nie wie, czego chce, detektyw z niego, jak nie przymierzając, z koziej dupy trąba, może to miało tak właśnie być, ale w połowie powieści okazał się męczący. Całość na szczęście uratowały postaci kobiece, Ivo jest wspaniała, za to chwała autorowi. Magda i Weronika ratują naszego detektywa w trudnych sytuacjach, są kobietami twardo stąpającymi po ziemi, nie dają sobie w kaszę dmuchać. Odwrócenie ról - miękki mężczyzna pozujący na twardziela i twarde kobiety ratujące go z opresji - spodobało mi się bardzo.
Powieść sama w sobie zapewne nie jest zła, może to moje poczucie humoru nie współgra z poczuciem humoru autora? Może nie nadajemy na tych samych falach i stąd taki odbiór książki z mojej strony? Ach! Zapomniałam dodać, że ja nie lubię groteski! No, to już wiemy, dlaczego wyszło tak, a nie inaczej. Nie zmęczyłam tych wszystkich "Ssij, mała, ssij", tych parodii Zmierzchu czy Harrego Pottera.

Moze uda mi się przeczytać tę ksiązkę ;)
OdpowiedzUsuńNo to już wiem na co nie warto tracić czasu w roku 2012 ^^
OdpowiedzUsuńOla - nie rezygnuj tak od razu, może Tobie spodoba się bardzo? Różne są gusta, ja nie jestem nieomylna.
UsuńNiedawno skończyłem i muszę powiedzieć, że książka świetna. Przynajmniej jak na nasze polskie standardy.
OdpowiedzUsuńMoże masz specyficzny gust, a może jest to książka raczej dla mężczyzn.
Wiadomo, wybitny utwór to nie jest, ale aż zdziwiła mnie Twoja opinia. Ze swojej strony książkę zdecydowanie polecam :)
Jak na polskie standardy??? Czyli że od Polaka nie wymagasz wiele? No nie wiem, czy autor powinien się cieszyć z takiej opinii;)
UsuńMój gust jest mój, dla Ciebie może być specyficzny, mnie nie dziwią opinie odmienne od moich, bo zdaję sobie sprawę, że każdy inaczej odbiera utwór.
Powtórzę - nie lubię takiego humoru, "Wyrok" mi się podobał, Asurito nie.
Co do podziału na literaturę męską i kobiecą - uważam, że to są sztuczne podziały i niczego nie wnoszą. Uwielbiam sensacje i horrory, nie znoszę harlekinowych romansideł. Jestem mało kobieca czy zbyt męska?
Hehe, nie, że od Polaka wymagam mniej, tylko równam do średniej. O ile z zagranicznej literatury mógłbym przytoczyć np. czytanego ostatnio Ponurego Piaskuna (przy którym Asurito wymięka) o tyle na polskim rynku nic konkretnego do takiego porównania znaleźć nie mogę.
UsuńA Twoja opinia zdziwiła mnie raczej w kontekście typu czytanych przez Ciebie książek, niż z samego faktu odmienności. Spojrzałem, że napisałaś o książce wpis, zostawiłem na potem, dla lepszego czytania, no i takie zdziwienie :)
A męskość/kobiecość to się chyba teraz definuje czy ktoś czyta Sparksa i Picoult :P