tytuł oryginału: Dune: House Atreides
język oryginału: angielski
1 tom cyklu Prludium do Diuny
oprawa miękka
liczba stron: 560
Powieść jest pierwszym tomem cyklu Preludium do Diuny, czyli mówi o czasach przed Diuną. Poznajemy młodego Leta Atrydę, który ma 15 lat. Ginie jego ojciec w wyniku spisku, w czasie tradycyjnej walki z salusańskim bykiem. Zwierzę miało dostać narkotyk, a dostało coś pobudzającego. To ten sam byk, którego łeb potem Leto przewiózł ze sobą na Arrakis, gdy miał już syna Paula. Na razie Leto zmaga się z nową odpowiedzialnością za planetę Kaladan, wszak został księciem po śmierci ojca i ma ogromną władzę. Jest piętnastolatkiem, pamiętajmy, na szczęście jednak ma przy sobie Thufira Hawata, mentata, który był doradcą Paulusa Atrydy. To mądry i lojalny przyjaciel.
Baron Vladimir Harkonnen jest młodym pięknym mężczyzną - smukły, wysportowany, dba o ciało, bo gardzi ludzkimi słabościami i nie ma zrozumienia dla ludzi folgujących własnym zachciankom.
"Ród Atrydów" to wspaniałe wprowadzenie do tego, co czeka nas w Diunie, wyjaśnia wiele wątków. Zalecałabym jednak zacząć czytać od samej Diuny. Ciekawiej się czyta, gdy się rozpoznaje poznanych już bohaterów, gdy zaczynają się wyjaśniać pewne tajemnicze sprawy, gdy dowiadujemy się, skąd się wzięło to czy owo. "Legendy Diuny" można sobie przeczytać jako zupełnie niezależny cykl, ponieważ ich akcja działa się tak dawno, że ma znikomy wpływ na to, co dzieje się w Diunie. Natomiast Preludium to bardzo spójny prequel świetnie wyjaśniający ważne wątki i epizody Diuny.
Czyta się rewelacyjnie. Zresztą, nie będę się powtarzać, według mnie rozpoczęcie cyklu to była bardzo dobra decyzja.
Uwaga! Ja czytałam tę książkę w fatalnym tłumaczeniu Ładysława
Jerzyńskiego (to pseudonim Jerzego Łozińskiego), chodzi o nazewnictwo - z
Fremenów zrobił Wolan, z czerwi piaskale, z filtrfraka destylozon i tak
dalej w tym duchu. Na szczęście już za kilka dni ma się ukazać nakładem
wydawnictwa Rebis nowe wydanie Rodu Atrydów w przekładzie Marka Michowskiego. Miejmy nadzieję, że wróci do nazw Marszała.

Łoziński niszczy literaturę...
OdpowiedzUsuńMarzy mi się powtórka z "Władcy Pierścieni", ale pan Ł skutecznie mnie odstrasza.