tytuł oryginału: Villettejęzyk oryginału: angielski
oprawa twarda
liczba stron:
tom 1 - 320
tom 2 - 368
Książka, którą przeczytać chciałam już dawno. Opowieść o samotnej niemłodej, a nawet starej pannie nauczycielce. W ówczesnych standardach była nawet sędziwa, jak na pannę niezamężną, bo miała aż 23 lata! Panny pensjonarki w szkole w Villette patrzyły na nią z pogardą, litością, dostarczały jej nieustających dowodów przywiązania, bo przecież jest taka stara i wciąż panna, biedactwo.
Powieść nie zaskoczyła mnie niczym, otrzymałam to, czego szukałam. Jest tu powolne snucie opowieści, oszczędnie wprowadzane zmiany w życiu bohaterów, skupienie się na emocjach, przeżyciach, wrażeniach, jakie wywoływały wydarzenia dnia codziennego. I jak to zwykle bywa u Charlotte - samotność jednostki nieładnej, niebogatej, zrównoważonej na zewnątrz, a w środku kipiącej od skrywanych uczuć. Ta angielska powściągliwość...
Dziewiętnastowieczna mentalność kiedyś mnie wzruszała, dziś nieco irytowała. Bałwochwalcze wpatrywanie się w mężczyznę tylko dlatego, że raczył zwrócić uwagę na starą pannę. Bo oczywiście powieść musi skończyć się dobrze, taki kanon - on ją pokochał, ona pada zemdlona wdzięcznością w jego ramiona.
Klimat epoki cudownie przedstawiony.

Bronte niestety nie dla mnie :( Ale fajnie, że miło spędziłaś czas z przyjemną lekturą :)
OdpowiedzUsuńNo, widzę, że przebrnęłaś przez te 25 godzin słuchania :)
OdpowiedzUsuńKsiążkę tak miło się słuchało, że zajęło to mniej czasu, niż przewidywałam. Zobaczymy, jak będzie z Updikiem - jest jeszcze dłuższy niż Villette no i lektor nie za ciekawy.
UsuńPani Elżbieta, która czytała Villette, zrobiła to bardzo ładnie.
Mnie jakoś nie zachwyciła. Główna bohaterka mnie strasznie irytowała. Miałam ochotę ją w ucho trzepnąć za bycie aż tak nijaką!
OdpowiedzUsuńTo jest właśnie ta angielska powściągliwość. One takie wtedy były, te pannice. Tak je tresowano, taka epoka. To właśnie mnie irytowało, ale czasem śmieszyło;)
UsuńChętnie bym wróciła do tego typu literatury..
OdpowiedzUsuńmuszę koniecznie przeczytać, uwielbiam tę powściągliwość, "powolność" w książkach, no i ten klimat epoki, o którym piszesz
OdpowiedzUsuńJestem po adaptacji powieści Charlotte Bronte - Jane Eyre. Po tym filmie mam w planach zapoznać się z jej twórczością. Bardzo jestem ciekawa jej pisania. Teraz właśnie mam ochotę na takie klimaty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Jestem świeżo po "Plebanii w Haworth" - chętnie bym to przeczytała, żeby porównać moje wyobrażenie o powieści z samą powieścią.
OdpowiedzUsuńA ja Plebanię mam dopiero w planach. Bardzo jestem ciekawa tej powieści. Jeszcze nie czytałam też Shirley, tej najnowszej Bronte. Też mam ochotę ją poznać.
UsuńNic nie poradzę na fakt iż kocham XVIII wieczne powieści. Dlatego też bardzo chcę przeczytać tę książkę. Tym bardziej, że to Bronte
OdpowiedzUsuńDawno temu czytałam "Vilette", ale jakoś tak mi się majaczy, ze ona akurat się dobrze nie skończyła - całkiem wbrew kanonowi.
OdpowiedzUsuńMoże dlatego, że ona najpierw kochała się w jednym, który potem pokochał inną, a dopiero pod koniec, no w każdym razie na początku zanosiło się na coś innego, a potem wyszło co innego.
UsuńPrzepadam za siostrami Brontë i klimatem Plebani w Hayworth;-)
OdpowiedzUsuńPewnie dlatego, że w ogóle lubię dziewiętnastowieczną powieść z jej specyficznymi smaczkami.
A "Villette" jeszcze nie czytałam, więc z przyjemnością po nią sięgnę.
Pozdrawiam.