wydawnictwo: Rebis 2011
tytuł oryginału: The House of Silk
język oryginału: angielski
oprawa twarda z obwolutą
liczba stron: 303
Obiecałam tę książkę komuś, więc postanowiłam wyciągnąć z kuferka i w końcu przeczytać, bo tam człowiek czeka. A że przygody Sherlocka Holmesa są dość ciekawe, z przyjemnością zagłębiłam się akcję.
Anthony Horowitz musiał zmierzyć się z nie lada wyzwaniem: jak pociągnąć kontynuację takiej klasyki?! To było wyzwanie tyleż karkołomne, co niebezpieczne, bo można było nie udźwignąć.
Czy się udało? Myślę, że wyszło mu to całkiem zgrabnie. Sherlock Holmes posiada wszystkie atrybuty, nie wybielono postaci, a z kolei doktor Watson bardzo zgrabnie wyjaśnił, dlaczego ta historia pojawia się dopiero teraz, dlaczego wielbiciele detektywa nie mogli raczyć się nią wcześniej.
Intryga rozwija się swoistym tempem, tu znowu ukłon w stronę autora - podobało mi się to, że utrzymał się w schemacie akcji zgodnie z pierwowzorem.
W miarę czytania jednak coraz częściej się uśmiechałam pod nosem, bo dostrzegałam wysiłki, żeby przyciągnąć uwagę współczesnego czytelnika. To, co było szokujące w XIX wieku, czyli te tzw. "domowe" zbrodnie, dziś nie wywołałoby najmniejszych emocji. Dziś intryga musi zahaczać o wysokie kręgi, o rządy, królewskie rody, a jeśli nie wstrząsa posadą państwa, to chociaż niech zagraża istnieniu planety. A jeśli tego nie da się w żaden sposób zrealizować - bo jakże ten biedny Sherlock może uratować świat? - to niech przynajmniej wstrząśnie wrażliwością i sumieniami ludzi, czyli niech ucierpi najsłabszy, bezbronny, niech powieść obnaży podłość tych, którzy mają chronić i pomagać.
Do takich spostrzeżeń doszłam, czytając tę powieść. I nie chcę tu rzucać jakichś obrazoburczych stwierdzeń, ale dziś naprawdę trudno zaskoczyć czymś czytelnika. Dlatego doceniam pomysłowość Horowitza, przeniósł ciężar akcji z zawiłej intrygi na szok obyczajowy. I dobrze.
Czy powieść jest zaskakująca? Nie, ale z przyjemnością się ją czyta, klimat dziewiętnastowiecznego Londynu zawsze będzie dla mnie elementem przyciągającym do książki.

Czytałam i strasznie mi się podobała.
OdpowiedzUsuńKto wie, może gdyby Artur Conan Doyle żył w naszych czasach, pisałby właśnie tak? Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do takich kontynuacji czynionych przez innych autorów, ale ta jest udana i nie żałuję czasu nad nią spędzonego. Poza tym "Dom jedwabny" posiada jeszcze jeden atut, który do mnie zawsze przemawia - jest pięknie wydana :).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Ja też lubię piękne wydania, ale nie mają znaczenia przy pisaniu opinii:)
UsuńByłam pozytywnie zaskoczona tą kontynuacją, bo też podchodzę do nich sceptycznie.
Kontynuacje są modne, ale ta jet wyjątkowo udana :)
OdpowiedzUsuńJuż, już zabieram się za tę książkę, czeka juz jakiś czas, a tu raz, że zbliża się termin oddania do bliblioteki, a dwa, że już niedługo wybieram się na spotkanie autorskie z Horowitzem - w bardzo nastrojowym miejscu, bowiem w Instytucie Patalogii w Monachium...
OdpowiedzUsuńO, Monachium! To miło. Ale przeczytaj koniecznie przed oddaniem;)
UsuńNie miałam okazji zetknąć się z tą książką. Swego czasu bardzo chciałam ą przeczytać, ale utonęła w morzu innych pozycji "czytanych" i "do przeczytania". Teraz stawiam ją w kategorii "Jak wpadnie w łapki to przeczytam"
OdpowiedzUsuńAle mi narobiłaś ochoty!
OdpowiedzUsuńCzytałam i mnie się podobało, choć obawiałam się czy Horowitz sprosta nie lada wyzwaniu. Moim zdaniem - sprostał :)
OdpowiedzUsuńBardzo chcę ją przeczytać, wierzę w Horowitza i podpisuję się pod komentarzem rr-odkowa. :D
OdpowiedzUsuńNie czytałam, ale po twojej recenzji wiem, że muszę to przeczytać.;p
OdpowiedzUsuńbardzo zachęcająca recenzja, potwierdzam, dzięki
OdpowiedzUsuńPrzypomniałaś mi o tej książce, miałam ją na liście ale jakoś mi umknęła :) Chyba to narobię.
OdpowiedzUsuńHm... nie wiem co o niej myśleć. Jeśli znajdę wolną chwilę i trafię na nią, to może przeczytam :)
OdpowiedzUsuńTymczasem zapraszam na mojego reaktywowanego bloga pod nowym adresem:
http://amon-sul.blogspot.com/
(Dodaję do ulubionych na nowym adresie;))
Pozdrowienia ;)