wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2007
tytuł oryginału: The Shining
język oryginału: angielski
liczba stron: 520
Z noty wydawcy:Powieść uważana przez wielu czytelników za horror wszech czasów. Jack Torrance, były nauczyciel, a obecnie poszukujący weny pisarz, otrzymuję pracę dozorcy w opuszczonym na okres zimowy górskim hotelu Overlook. Kiedy burze śnieżne odcinają od świata rodzinę Torrance'ów, obdarzony telepatycznymi zdolnościami Danny, pięcioletni syn Jacka, odkrywa, że hotel jest nawiedzony, a duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu. Sytuacja staje się coraz bardziej groźna, aż pewnego dnia mężczyzna przestaje nad sobą panować...
Jeżeli to ma być horror wszech czasów, to ja się nie znam na horrorach. Pomijając już to, że Danny nie odkrywa nawiedzania hotelu przez duchy po odcięciu go od świata, tylko znacznie wcześniej czuje, że to jest złe miejsce. Eh, te blurby... Nie przemawiają do mnie zjawy wyłażące ze ściany i poruszające się zwierzaki powycinane z żywopłotu. Bardziej wstrząsającym horrorem jest to, co może urządzić dziecku psychopatyczny ojciec czy skrzywiona psychicznie matka. O, to jest horror!
A tu niestety - jakieś duchy, przeraźliwe wrzaski rozlegające się w pustym hotelu, winda, która sama sobie jeździ między piętrami... Dobra, gdybym znajdowała się w tym hotelu i takie zjawiska bym usłyszała czy zobaczyła, to pewnie miałabym pełne... no, te, niewymowne. Ale w ciepłym domu przy kominku - nie zrobiło to na mnie wrażenia.
Książka jest dobra z innego powodu. Jak zwykle u Kinga znalazłam pełną osobowość postaci - świetnie zarysowane charaktery, przeszłość żony i męża, ich problemy, z jakimi muszą się borykać. Tak, pod tym względem King nie ma sobie równych. Lubię go właśnie za tę drobiazgowość.
Zakończenie tym razem nie jest takie złe. Co prawda nie umywa się do zakończenia "Cujo" - tamto podobało mi się bardziej, ale tu też jest nieźle. Przez całą książkę zastanawiałam się, kto musi zginąć? Bo przecież wiadomo, że ktoś musi, prawda, inaczej King nie byłby sobą.
Czytał: Leszek Teleszyński. Ten też ma głos... No i nie ślimaczy się, nie przeciąga niepotrzebnie, nie robi pauz w najbardziej niedorzecznych miejscach. Powoli wyłania się moja czołówka lektorów.
P.S. Ostatnio na grupie FB przeczytałam, że audiobooki w czytaniu się nie liczą, bo to musi być kontakt ze słowem pisanym. No i się zacukałam. Bo rzeczywiście, gdyby na to spojrzeć z perspektywy ucznia - to chodzi o wzrokowe zapamiętywanie wszelkich norm słowa pisanego.
No tak. Ale z drugiej strony - mnie właśnie pochłania nowe hobby, które zajmuje mi ręce, ja nadal pragnę książek, więc je sobie słucham... Czyli to jak ma być? Audiobooków mam tu nie opisywać? Ale to SĄ książki. Wiem, forma przyswajania jest inna, ma to wpływ na odbiór, z tym nie ma co dyskutować. Ale... No już sama nie wiem.

audiobooki, czy nie to nadal obcowanie ze słowem, tylko tym razem mówionym.
OdpowiedzUsuń"Lśenienie" dla mnie było straszne kilka lat temu, teraz pewnie też nie zrobiłoby na mnie tak wielkiego wrażenie.
Też mi się tak wydawało, właściwie nigdy nie robiłam z tego kwestii. Ale tamto kategoryczne stwierdzenie dało mi do myślenia:)
UsuńMusisz zapisywać audiobooki, co to znaczy się nie liczą... nie mogę zobaczyć argumentacji osoby która to napisała, bardziej to w stylu "nie liczą się i już"
OdpowiedzUsuńAle ad rem.
"Lśnienie" czytałam lat temu 7 przeraziło mnie jak wrócilam do domu, bo czytając w szpitalu, zawsze bylo jasno i sie nie bałam. Nie sięgam już po Kingowe horrory bo się boję, ale horror czytany ustami Ordynata Michorowskiego.... musiało być świetnie!
Argumentacja była taka: to ma być kontakt ze słowem CZYTANYM.
UsuńKoniec argumentacji.
Ordynat ma to coś...:)))
Padam pod tak błyskotliwymi argumentami. reszta niech będzie milczeniem :D
UsuńW końcu Ordynat słynął, że mu zmysły na usta wypełzały xD
Haha, ale przecież to było słowo "czytane" tyle, że nie Twoimi oczami ;)
UsuńKsiążka świetna, a film z Jackiem Nicholsonem doskonały :)
OdpowiedzUsuńPlanuję oczywiście nadrobić i tę książkę Kinga, ciekawe kiedy ;p
OdpowiedzUsuńA co do audiobooków - co za bzdura! Czy zmienia się treść książki tylko dlatego, że jest czytana przez kogoś, a nie przeze mnie, przeze mnie czytana uszami?? Treść jest ta sama, więc się liczą i koniec. Ciekawe, co miałyby powiedzieć np. osoby ślepe, które właśnie tak poznają książki. Albo dzieci. Może przesadzam, ale argument dla mnie jest powalający.
A wiesz - skusiłam się dzisiaj i przygarnęłam e-book. Czyta go Barciś i po pierwszym momencie (około 20 min) podoba mi się, więc to ta pierwsza ksiażka była nie teges ;) Do gotowania i jedzenia obiadu super się sprawdza.
Ty nie bądź taka, weź napisz, czego słuchasz, tego ebooka;)
Usuń:D Jest to Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął.
UsuńJoanno, ale ty nie jesteś uczniem i norm nie musisz poznawać, prawda?
OdpowiedzUsuńWięc czytaj uszami, na zdrowie. Teleszyński jest naprawdę dobrym lektorem :)
A "Lśnienia" nie czytałam, ot, kiedyś nadrobię :)
Nie przepadam za audiobookami. Wolę normalne, tradycyjne książki. Co do samego tytułu, to byłam bliska jego wypożyczenia, ale mój wybór padł na "Pod kopułą". Z pewnością sięgnę po ten tytuł, jednak nie będę sobie robiła względem tej pozycji wielkich nadziei.
OdpowiedzUsuńJoanna, a co Ty się tak nagle zaczęłaś cudzymi opiniami sugerować? I to jeszcze z fejsbuka, no doprawdy, weź się w garść:)) A Lśnienie jest świetne, chociaż i tak wolę Misery, a już szczególnie w wersji filmowej z Kathy Bates - ta to umiała psychopatkę zagrać:P
OdpowiedzUsuńPS. I co to za nowe hobby, bo chyba przegapiłem?
ZWL - ja też wolę Misery - książka przerażająca, a kreacja aktorska oskarowa, zakochałam się w Bates po tym filmie. Jedna z niewielu ekranizacji, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
UsuńA hobby nie przegapiłeś, nic o tym nie wspominałam, oprócz tej jednej zajawki;) O tym potem, jak skończę pierwszą pracę.
No ciekawe, haft Richelieu czy szydełkowanie:P
UsuńJak to audiobooki się nie liczą? Przecież poświęcasz czas na słuchanie, skupiasz się, zapamiętujesz wszystko tak, jakbyś czytał. Do tego to rozwija cierpliwość, koncentrację i robienie wielu rzeczy na raz. Ja tego nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńSpokojnie, nie mam zamiaru przestać opisywać audiobooków, tak sobie rzuciłam pomysł z FB - mnie samą on rozśmieszył, chciałam po prostu ujrzeć reakcję innych na takie dictum.:)
OdpowiedzUsuńJestem w posiadaniu jednego, jedynego audiobooka, 'Tygrysie Wzgórza', taki gratisowy dołączony do zakupów w internetowej księgarni jakiś czas temu. Za cholerę nie mogę się skupić na tym czego słucham, co chwilę odpływam myślami hen daleko, a to czy mleko mam w lodówce, czy świnki morskie mają pokarm, czy córka lekcje odrobiła...itp. ;)
OdpowiedzUsuńCo do 'Lśnienia', nie bardzo przypadła mi ta książka do gustu, ten hotel który chce zrobić krzywdę mieszkańcom, Jack który niby kocha żonę, a w myślach nazywa suką, nie wiem, po prostu się nie wczułam i tyle.
O, to Tygrysie Wzgórze jest w formie audio??? Cudna wiadomość, muszę to przesłuchać, nie mam książki papierowej, więc chcę audiobooka!
UsuńDla mnie Lśnienie nie jest horrorem, ale jest w tej książce (filmie zresztą też) co sprawia, że nie mogę się oderwać. Przemawia do mnie ogólny nastrój książki (i gra aktorka)
OdpowiedzUsuńCo do samych audiobooków. Jeśli nie mogę czegoś przeczytać to wybieram formę mówioną. Zresztą marnowanie cennych minut i godzin w drodze do pracy na słuchanie muzyki gdy mogę "przeczytać" jakąś książkę jest dla mnie głupie ;) Fakt, że nie jest to słowo pisane, ale lepsze to niż nic przy chorobie lokomocyjnej. Co do lektorów, to świetnie czyta Piotr Fronczewski
Wiesz, ja nie byłabym taka radykalna, że słuchanie muzyki, to marnowanie czasu. Różne są upodobania, ja akurat wolałabym słuchać książki niż muzyki, ale rozumiem, że ktoś inny woli muzykę.
UsuńA jaką książkę czytaną przez Piotra Fronczewskiego polecasz?
Właśnie skończyłam słuchać "Księcia mgły" przez Piotra Fronczewskiego. Rewelacja. :-)
Usuńprzyznaje Piotr "robi robotę"
Usuńróżne opinie jak widzę :) jestem miłośniczką horrorów a w szczególności Kinga. Często słyszę że mam tzw. ,,zrytą psychę". Osobiście, bardzo pozytywnie odebrałam "Lśnienie". A co do audiobooków to chyba nigdy się nie skuszę no chyba że będzie taki okres, że moje oczy nie będą w stanie patrzeć na kartki w książce :)
OdpowiedzUsuńJa lubię książki ze zrytą psychą;)
UsuńAle dlaczego? Nie bo nie? Chodzi mi o audiobooki.
muszę sięgnąć, kiedyś się zamierzałam ale jakoś tak nie wyszło :)
OdpowiedzUsuńZachęciłaś mnie do audiobooków, z którymi nigdy styczności nie miałam. : )
OdpowiedzUsuńCo do "Lśnienia" książka rewelacyjna, ale nie przerażająca. Jedyny straszny moment to moim zdaniem kobieta w wannie.
King jest wielki!
OdpowiedzUsuńWczoraj oglądałem film na podstawie jego powieści - "Skazani na Shawshank". Mam ochotę siegnąć po tę ksiażke.
Nie czytałam jeszcze tej powieści, ale lubię Kinga, więc może to zmienię :)
OdpowiedzUsuńczytałem 'Lśnienie' jakieś 2 lata temu, książka podobała mi się, ale ochów i achów nie było. jednak z biegiem lat^^ coraz bardziej doceniam Kinga za tę właśnie powieść. psychologia postaci znakomita. i ten klimat! niepowtarzalny:)
OdpowiedzUsuńPS kalio, tak żyję (uprzedzam Twoje pytanie;p) i często tu wpadam. sentyment taki:)
PPS ostatnio złapałem się na tym, że w notesie zapisuję mini-recenzje przeczytanych książek. ciągnie mnie do powrotu, ale obawiam się, że znowu musiałbym zamknąć bloga:(
Lupa - nic na siłę:) Przecież nie musisz zaraz się reklamować czy cóś, ale dla siebie i kilku osób mógłbyś coś zapisywać. Ja na przykład pamiętam, że to dzięki Tobie dowiedziałam się o płycie Audiofeels.
UsuńNigdy nie czytałam książek Kinga i raczej nie zacznę. Zapraszam do mnie http://mylittlelibrary-gumciobook.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCo racja to racja. Audiobook to nie książka. Piszę to mając na uwadze to, jak podzielone są zdania w tym temacie i jak skrajne panują opinie o (nowym dla większości/starym dla mniejszości) medium. Umocuję swoje w tym temacie rozeznanie: Pochłaniam książki od podstawówki. Apogeum osiągnąłem na studiach. (Zamiast słuchać wykładu, jadąc w tramwaju, itd. - książka). Teraz ze względu na pracę (i jazdę samochodem)najczęściej korzystam z audiobooków. Wysłuchałem ponad setki.
OdpowiedzUsuńTwierdzę, że książka na papierze czy na czytniku to nie to samo co audiobook. Nie deprecjonuje żadnego. Ale każde z nich uruchamia i uczy mózg czego innego. Żeby się nie rozwodzić - dwa hasła z każdego medium: pamięć słuchowa i prawidłowa interpunkcja. Wiele razy przeczytałem na forach, blogach, że ktoś nie lubi książek mówionych bo traci wątek słuchając lektora. Oczywiście, że traci. Po prostu nie nauczył się słuchać. O interpunkcji nie będę się wypowiadał. To materia z zakresu wiedzy tajemnej. Jak ją próbować ogarnąć bez przykładów?
Pozdrawiam Głos Papierofonu
Pozdrawiam Głos Papierofonu
A tu Ci przyznaję rację - słuchania książek trzeba się nauczyć, tak jak czytania:)
UsuńKiedyś nie umiałam słuchać, dziś z przyjemnością włączam mp3 i oddaję się robótkom lub innym czynnościom.
No i faktycznie to jednak inny odbiór.